Prawo jest po stronie zwycięzcy, a ustawami naszymi są granice naszej mocy.
(Friedrich Schiller „Zbójcy”)

Michał Zadara wystawił „Zbójców” współcześnie, ale nie nadał im interpretacji, bowiem tekst Schillera nie stracił na aktualności.

Akcja spektaklu rozgrywa się w rezydencji hrabiego Maksymiliana. Hrabia jest biznesmenem. W eleganckim gabinecie wyposażonym w biurko, komputer, regał z książkami i telewizorem podpisuje dokumenty przyniesione przez sekretarkę, je lunch z plastikowego pojemnika. Dowiadując się o długach i przestępstwach popełnionych przez starszego syna łyka tabletki uspokajające. Hrabia prosi Franciszka, by odpowiedział w jego imieniu na list brata. Ten, pragnąc by cały majątek ojca przypadł jemu, zmienia treść listu. Karol czuje się odrzucony przez ojca, zostaje przywódcą bandy zbójców – ogolonych na łyso, ubranych w czarne garnitury i ciemne okulary gangsterów, ukrywających się w Czeskim Lesie – nieukończonym osiedlu apartamentowców.

W spektaklu uwagę przykuwa scenografia autorstwa Roberta Rumasa – poruszające się w górę lub w dół sześciany – pokoje, w których znajdują się m.in. biuro hrabiego, wyglądające jak pracownia artysty mieszkanie Amalii, rezydencja Moorów, kuchnia, hala lotniska, opuszczone apartamenty.

Ciekawym pomysłem jest organizacja przerw, podczas których aktorzy pozostają na scenie i grają. Sceny nie mają wpływu na fabułę, ale są niezwykle interesujące. Ujęła mnie zwłaszcza scena, w której zbójcy podróżują samochodem.

Znakomity Przemysław Stippa. Jego Franciszek jest labilny emocjonalnie. Na scenie prezentuje cały wachlarz emocji – od euforii, histerii, strachu i niepewności, po nastroje depresyjne. Franciszek, to przebiegły i wyrachowany typ, ale grany w taki sposób, że darzy się go sympatią. Karol, w wykonaniu Pawła Paprockiego, przeżywa wewnętrzny konflikt, jest silny, inteligentny, czasem ironiczny wobec siebie.

Bardzo dobry spektakl!

Ocena: