Tak właśnie umarł mój tatuś, tak samo umarł Hubert. A wcale nie byli tacy starzy, mieli zamiar jeszcze czegoś dokonać, a dopiero potem odpocząć. Jednakże byli zmęczeni, mieli dobre serce, a dobre serce rozdaje się pospiesznie, aż nic z niego nie pozostaje.
(Ota Pavel „Jak spotkałem się z rybami”)

Spektakl „Śmierć pięknych saren” powstał na podstawie autobiograficznych opowiadań Oty Pavla. Jest liryczną opowieścią o żydowskiej rodzinie z burzliwą historią Czechosłowacji w tle, podzieloną na trzy części. Pierwsza jest idyllicznym opisem czasów przedwojennych, druga relacją z czasów wojny, trzecia opisem życia w komunizmie, nie wolnym jednak od uprzedzeń rasowych.

Główny bohater – Ota (Piotr Sieradzki) pełni w spektaklu rolę narratora. Wspominając lata dzieciństwa (przerwane brutalnie przez II wojnę światową) opisuje z niezwykłą czułością, czasem ironią, życie swojego ojca – Leona Poppera. Leon jest komiwojażerem, sprzedawcą odkurzaczy i lodówek „Elektrolux”, zapalonym wędkarzem i hodowcą królików. Mimo, że skrycie podkochuje się w żonie szefa, to rodzina jest dla niego najważniejsza. A pasja – swego rodzaju energia, pcha go do działania i nie pozwala poddać się nawet w najtrudniejszych czasach (niezwykle przejmująca scena nielegalnego polowania na sarnę, w celu zdobycia mięsa dla synów).

„Śmierć pięknych saren” w reżyserii Jana Szurmieja wywołuje w widzu skrajne emocje. Sceny prześladowania żydów, holokaustu działają niezwykle silnie. Choinka ubrana w Gwiazdy Dawida i łańcuch z trupich czaszek przywodzi na myśl obraz Xawerego Dunikowskiego „Boże Narodzenie w Oświęcimiu”, a piosenka Leżała w błocie gwiazda, pięcioramienna goła, widocznie komuś spadła z ramienia albo z czoła… wywołuje na plecach ciarki. Sceny rozmów Leona z malarzem czy nieporozumień z żoną sprawiają, że pojawia się na twarzach widzów uśmiech, bowiem spektakl przepełniony jest ironią i typowym „czeskim” humorem. Odnosi się wrażenie, że „Śmierć pięknych saren” inspirowana jest estetyką kina niemego, zwłaszcza w scenach odgrywanych za pomocą cieni. Spektakl jest znakomicie zagrany, urzekli mnie zwłaszcza Henryk Rajfer w roli Leona Poppera i Monika Tucholska jako Herminia Popper. Mocną stroną „Śmierci pięknych saren” jest znakomita muzyka opracowana przez Teresę Wrońską. Ballady Jaromira Nohavicy, śpiewane podczas spektaklu przez Piotra Sieradzkiego, Monikę Chrzątkowską i Ewę Tucholską, stanowią swoiste podsumowanie wydarzeń dziejących się na scenie. Ciekawie wykorzystana jest przestrzeń. Scenografia znajduje się po obu stronach sali, połączona „deptakiem”, po bokach którego siedzi publiczność. Widzowie są „stłoczeni” w tym niewielkim pomieszczeniu, ale to rozwiązanie daje możliwość bliskiego obcowania z bohaterami spektaklu.

„Śmierć pięknych saren” to niezwykle wzruszający i mądry spektakl o życiu – miłości, rodzinie, sukcesach, porażkach, śmierci, a także niezwykłej sile i determinacji. Polecamy :)

(plakat – źródło: Teatr Żydowski)

Ocena: