Spektakl Iwo Verdala „Słodka Fibi” oparty jest na „Febe wróć” Michaela Gowa, tekście na dwóch aktorów, znanym stołecznej publiczności z inscenizacji Adama Guzińskiego w Teatrze Powszechnym (2008) czy Anny Augustynowicz w Teatrze TVP (2005). W nowej odsłonie, prezentowany jest w Dzikiej stronie Wisły, idealnym miejscu dla kameralnych produkcji, bowiem dającym możliwość bliskiego obcowania z aktorem, niemal wejścia w sceniczną rzeczywistość, co jako widz bardzo lubię. „Słodka Fibi” choć została napisana ponad 20 lat temu, zaskakuje aktualnością, doskonale opisując problemy współczesnych, młodych ludzi.

Helen (Małgorzata Klara) i Frazer (Adam Kuzycz-Berezowski) są przedstawicielami „aspirującej” klasy średniej – młodzi, zdolni, wykształceni. Rytm dnia wyznaczają im zawodowe obowiązki, bowiem kariera zdaje się być dla nich najważniejsza, lecz nie w pracy jest nam dane ich oglądać. Helen i Frazera poznajemy w czasie wolnym, gdy zmęczeni zasiadają w fotelach, w salonie, gdy nawzajem zdają sobie relację z tego, co wydarzyło się w pracy, gdy prowadzą grzecznościową pogawędkę, gdy uprawiają seks. Niby są razem, ale jakby żyli osobno. Skoncentrowani na sobie, swojej karierze, żyjący w swoim własnym świecie, jakby szklanej kuli, w której nie ma miejsca na bliskość, czułość, otwartość. Nawet seks jest automatyczny, nie wynika z potrzeby emocjonalnej i fizycznej bliskości, wyzuty z namiętności, jest raczej codzienną gimnastyką służącą rozładowaniu napięcia. W ten ich zorganizowany, egocentryczny, ziejący egzystencjalną pustką świat wkracza Fibi, suczka przyjaciółki, którą zgodziła zaopiekować się Helen, wywracając do góry nogami ich dotychczasowe życie. Pies zapełnia powstałą w ich związku lukę, staje się katalizatorem głęboko skrywanych emocji, uczuć, substytutem dziecka. Małżonkowie zaczynają odkrywać siebie na nowo, stają się bardziej spontaniczni, swobodni, otwarci. Niesforna suczka uświadamia im, że w życie to coś więcej niż pogoń za pieniądzem i wspinanie się po kolejnych szczeblach kariery, pozwala znaleźć w życiu nowy cel, nadać sens…

Małgorzata Klara i Adam Kuzycz-Berezowski, zachwycają kunsztem aktorskim, grają bardzo równo, naturalnie. Scenografia jest minimalistyczna. Z tyłu stoją cztery podłużne ekrany, na których wyświetlane są nazwy kolejnych dni tygodnia, z jednej strony obrazują upływający czas, z drugiej strony są designerską dekoracją stylowego apartamentu, który zamieszkują bohaterowie. Podłoga przykryta jest białym, puchatym dywanem, bo bokach stoją nowoczesne fotele, lampa i przepiękny, stary, czerwony telefon. Kostiumy (Agnieszka Miluniec) nawiązują do stylu retro. Swoją formą zdają się wpływać na zachowanie bohaterów, wymuszając określone pozy, usztywniając ruchy, są wizualizacją konwenansów, których zmuszeni zostali przestrzegać, w które zostali wtłoczeni jako przedstawiciele prężnie rozwijającej się, współczesnej klasy średniej, by ze społeczeństwa się nie wyróżniać. Gdy protagoniści ubrania zdejmują zmienia się ich zachowanie, stają się bardziej swobodni, otwarci, szczerzy, spod sztucznej kreacji wyłaniają się ich prawdziwe oblicza, emocje, bardzo dobrze widać to w scenie wyznaczania ubraniami drogi do domu dla Fibi. Zdejmowanie i zakładanie ubrań ma więc symboliczne znaczenie.

„Słodka Fibi” jest spektaklem niezwykle ciepłym, dowcipnym, ale też refleksyjnym. Jest diagnozą współczesnego świata. Świata, w którym pogoń za pieniądzem determinuje życie. Świata, który wymaga od nas dyspozycyjności. Świata, zdominowanego przez konsumpcję, w którym przedmioty, którymi się otaczamy stają się wyznacznikiem pozycji społecznej. Świata, który wymaga od nas koncentracji na sobie, na własnym rozwoju, karierze. Świata pozorów, złudzeń. Zabiegani, zmęczeni zapominamy o tym, co najważniejsze – otwartości na drugiego człowieka. Bohaterowie spektaklu dzięki Fibi zmienili swoje życie. Może warto więc zastanowić się nad przygarnięciem psa?

(fot. źródło: https://www.facebook.com/dzikastronawisly/)

Ocena: