Człowiek to zwierzę, które w końcu musi umrzeć. Gdy ma pieniądze, to kupuje i kupuje. Kupuje, co może, dlatego że… ma szaloną nadzieję, że kupi też życie wieczne, choć to niemożliwe.
(Tennessee Williams „Kotka na gorącym blaszanym dachu”)

Brick i Gooper przyjeżdżają do rodzinnego domu na prawdopodobnie ostatnie urodziny ojca, u którego wykryto raka. Z niecierpliwością czekają na przyjęcie, podczas którego ojciec podzieli majątek. Miłe spotkanie rodzinne stopniowo staje się zajadłą walką o pieniądze, bowiem wszyscy członkowie rodziny roszczą sobie do nich prawo.
Bardzo dobry tekst Tennessee Williamsa o rodzinnym piekle, pełnym wzajemnych pretensji i żali oraz o tym jak destrukcyjny wpływ na człowieka i jego relacje rodzinne ma kłamstwo, odrzucenie i udawanie.

Spektakl w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza ogląda się dobrze, momentami z zapartym tchem, choć nie jest to majstersztyk inscenizacyjny. Znakomita Beata Ścibakówna w roli intrygantki Maei, pojawia się na scenie epizodycznie, ale skupia na sobie całą uwagę widza. Świetna Edyta Olszówka w roli Margaret, zwłaszcza w scenach trudnych relacji małżeńskich. Grzegorz Małecki, znakomity aktor, niestety tym razem nie zachwyca. Jego Brick zdaje się być odarty z emocji, mało wyrazisty. Na uwagę zasługuje oświetlenie, zwłaszcza w scenie rozmowy Bricka z ojcem przy stole, niestety drażni muzyka, z dziecięcym wokalem, przygotowana przez Leszka Możdżera.

Ocena: