Teatr Kamienica, jest jedynym warszawskim prywatnym teatrem, który poza działalnością komercyjną, ma misję – za cel obrał sobie bowiem produkcję spektakli edukacyjnych dla młodzieży, zapełniając tym samym istniejącą na „rynku” teatralnym niszę. Pierwszym tego typu spektaklem była adaptacja głośnego reportażu Kaia Hermanna i Horsta Riecka opisującego historię narkomanki Christiane F. – „My dzieci z dworca zoo” w reż. Giovanniego Castellanosa. Spektakl z sukcesem grany jest od kilku lat. Dyrektorzy teatru, Emilian Kamiński i Justyna Sieńczyłło, temat uzależnienia młodzieży od substancji psychoaktywnych postanowili kontynuować, tym razem przyglądając się dopalaczom, najpopularniejszych obecnie narkotykom. Zaprosili do współpracy Wawrzyńca Kostrzewskiego i Justynę Bargielską, którzy na zamówienie sztukę napisali.

„Dopalacze. Siedem stopni donikąd” prezentowany jest na dużej scenie teatru Kamienica. Minimalistyczna scenografia (Maria Matylda Wojciechowska) przyciąga wzrok, intryguje widza. Ograniczona do ustawionych na scenie płyt i trzech sześcianów pełniących funkcję siedzisk, wykonana w bieli, ma być jedynie ekranem. Ekranem, na którym przez cały spektakl wyświetlane są przyciągające wzrok wizualizacje, bombardujące intensywnością mozaiki, zlepki popularnych memów i filmików. W tle dudni elektroniczna muzyka, nadającą rytm poruszającym się na scenie postaciom, wprowadzająca w trans.

Bohaterami spektaklu Wawrzyńca Kostrzewskiego są współcześni młodzi ludzie, przedstawiciele pokolenia C – wychowani w rzeczywistości cyfrowej, w której Internet i social media są nieodłączną częścią życia. Stale podłączeni do sieci, ale nie w celu zdobywania informacji, ale tworzeniu nowych treści. Nabyte w sieci wzorce zachowań przenoszą do realnego życia, chcą zastaną rzeczywistość kreować, chcą być aktywni, chcą tworzyć, chcą budować, mieć kontrolę, a nie podporządkowywać się obowiązującym normom, hierarchii i autorytetom. Ciągle potrzebują nowych wrażeń, doświadczeń, przeżyć. Chcą żyć intensywnie, a dopalacze mogą w tym pomóc, zwłaszcza, że są łatwo dostępne w istniejących legalnie sklepach „kolekcjonerskich”. Asia (Olga Sarzyńska) dealera dopalaczy poznaje przypadkiem, czekając na nocny autobus w centrum miasta. Zaciekawiona, łaknąca eksperymentów, sięga po tabletkę, potem po kolejną i tak wpada w nałóg. Dopalacze doprowadzają ją do śmierci. Historia Asi, jest historią jedną z wielu, uniwersalną, mogącą przytrafić się każdemu młodemu człowiekowi, który po dopalacze sięgnie. Ale czy spektakl faktycznie może młodego widza poruszyć? Ustrzec przed zgubnym wpływem dopalaczy na jego organizm? Nie wiem.

Odniosłam wrażenie, że „Dopalacze. Siedem stopni donikąd” w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego są spektaklem – eksperymentem, zlepkiem różnych form, bowiem mamy tu odniesienia do debaty, eksperymentu medycznego, spektaklu obyczajowego, tak jakby twórcy szukali języka, formy, która trafi do młodego widza i przyniesie pożądany efekt – refleksję. Scena rozmowy Asi z jej chłopakiem o relacjach międzyludzkich, która kończy się łyknięciem tabletki, czy powtarzana jak mantra opowieść Asi, o doświadczeniach z dopalaczami kończąca się „złotym strzałem”, to sceny „perełki”, niezwykle poruszające, piękne. Szkoda, że stanowią jedynie wyjątek. Dominuje tu bowiem pedagogiczny bełkot rodem z nielubianych przez uczniów moralizatorskich pogadanek na godzinach wychowawczych. Pogadanek, które bombardują informacjami, nieprzekładalne na emocje, doświadczenia młodzieży, nie przynoszą pożądanego efektu. I tak trochę z „Dopalaczami. Siedem stopni donikąd” Kostrzewskiego jest. Przeładowany dydaktyzmem, emocji dotyka tylko chwilami, nie porusza, a szkoda, bo idea słuszna i reżyser zdolny…

Plakat źródło: http://teatrkamienica.pl/pl/

Ocena: