„… coś jeszcze musiało być” Izabelli Cywińskiej jest kolażem składającym się z fragmentów książek Hanny Krall: „Hipnoza”, „Tam już nie ma żadnej rzeki” i „Dowody na istnienie”. Reżyserka tworzy spektakl w konwencji teatru w teatrze. Już zasiadając na widowni zwracamy uwagę na stojące na scenie rusztowania, podpierające nieukończoną scenografię. Obserwujemy pracownika technicznego, który wchodzi na scenę z drabiną i zaczyna wymieniać oświetlenie. Aktorzy wykonują ćwiczenia rozgrzewające aparat artykulacyjny, ćwiczą tekst roli, jeden z nich wykonuje ćwiczenia rozciągające. Następnie pojawia się reżyser i rozpoczyna próbę. Nakreśla ideę i założenia spektaklu – opowieści o Cadyku z Kocka zabitym podczas bombardowania w czasie II wojny światowej. Potem prezentuje scenografię wyjaśniając, że najważniejszym jej elementem jest kopia zegara, który stał w celi Cadyka. Jedna z aktorek uwiedziona pięknem przedmiotu zaczyna śpiewać pieśń, przywołując w ten sposób ducha Cadyka. Od tego momentu świat realny zaczyna mieszać się z metafizycznym, na scenie pojawiają się dusze zmarłych w trakcie II wojny światowej Żydów. Widzimy matkę z dwojgiem dzieci, biegającą od drzwi do drzwi, by skryć się przed ścigającymi ją Niemcami, lecz nikt nie chce jej otworzyć. Obserwujemy kobietę zamkniętą z córką w celi śmierci. Cały czas uczestniczymy też w przygotowaniach do spektaklu. Słuchamy rozmów aktorów z reżyserem dotyczących ich przekonań związanych z zagładą Żydów, które nie są pozbawione emocji, bowiem nikt nie jest obojętny wobec tego co się stało…. choć zdarzyło się to ponad 70 lat temu.

Tematem spektaklu Izabelli Cywińskiej jest analiza postaw ludzkich. Reżyserka zadaje pytanie o winę, o przyczyny podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Czy mamy prawo oceniać ludzi, którzy bojąc się kłamać w obliczu Boga odmówili zostania rodzicami chrzestnymi żydowskiej dziewczynki? Czy matka powinna ocalić z zagłady siebie czy swoją córkę? A może powinny zginąć obie? Kogo ocalić powinna Pola Machczyńska, złapana na ukrywaniu Żydów? Dzieci, ojca czy siebie? Co jest ważniejsze wiara czy życie ludzkie? Życie własne czy drugiego człowieka? Czy można potępiać ludzi, którzy nie mieli odwagi narażać własnego życia, którzy ze strachu podjęli „niewłaściwe” decyzje? Czy mamy prawo ich oceniać? Cywińska nie daje odpowiedzi. Drąży temat, rozgrzebuje, by zmusić widza do refleksji. Zachęca do popatrzenia na ludzkie zachowania przez pryzmat Zagłady Żydów, zderzając wydarzenia z czasów II wojny światowej ze współczesnością. Cywińska zwraca uwagę na lekceważący stosunek mieszkańców współczesnej Warszawy do Żydów odwołując się do demonstracji we Wrocławiu, w trakcie której spalono kukłę Żyda. Uświadamia, że z przejawami antysemityzmu mamy do czynienia do dzisiaj. Czy w związku z tym historia może się powtórzyć?

Ciekawy jest pomysł Izabelli Cywińskiej na zrealizowanie spektaklu w konwencji próby. Uwagę przykuwają bardzo ciekawe rozmowy – komentarze aktorów dotyczące utworów Hanny Krall, wydarzeń z II wojny światowej. Opowieść Ewy Greś o oddziale niemieckich żołnierzy wykonujących masowe egzekucje ludności żydowskiej mrozi krew w żyłach widzów. Szkoda, że to jedyny moment wciskający widza w fotel. Odniosłam wrażenie, że sceny z czasów Zagłady wplecione w spektakl, które powinny działać na widza najsilniej, nie pełnią takiej funkcji, wręcz przeciwnie, wydają się banalne, przerysowane, momentami wręcz śmieszne, jak np. scena, w której ubrany jak skinhead aktor podpala kukłę żyda. Szkoda, że Izabella Cywińska nie zdecydowała się na użycie fragmentu filmu lub zdjęć z demonstracji, a scen przywołujących wydarzenia z II wojny światowej nie wplotła w rozmowy aktorów i reżysera. Może wówczas spektakl silniej działałby na widza? „… coś jeszcze musiało być” Izabelli Cywińskiej nie porywa, a szkoda, bo temat jest bardzo ciekawy.

(plakat – źródło: Teatr Żydowski / www.teatr-zydowski.art.pl/)

Ocena: