„Córka” jest opowieścią o dwóch kobietach – Barbarze i jej córce. Bohaterki spektaklu poznajemy w dość przykrych okolicznościach. Barbara, próbując wskoczyć do autobusu, upada i doznaje urazu głowy, który powoduje zaburzenia pamięci. Zdaniem lekarza jedynym sposobem na powrót do zdrowia jest rozmowa z córką, która właśnie odwiedza matkę w szpitalu. Początkowo zabawny dialog zaczyna przeradzać się w analizę łączącej kobiety relacji.

Mocną stroną spektaklu jest bardzo doby tekst autorstwa Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej, który w sposób lekki, momentami zabawny, bierze pod lupę relację matka-córka. Mimo, że fabuła i zakończenie są przewidywalne, spektakl ogląda się z zainteresowaniem, bowiem uwagę przykuwają świetnie, pod względem psychologicznym, skonstruowane postacie. W „Córce” jesteśmy też świadkami zderzenia dwóch pokoleń. Jest to dość przewrotnie „zderzenie”, gdyż „buntowniczką” jest matka. Kobieta niedojrzała, egoistyczna, niewydolna wychowawczo – przerwała studia, zaszła w ciążę z nieznajomym mężczyzną, była aresztowana za działalność opozycyjną, a po wyjściu z więzienia -wyjechała do Londyny za ukochanym mężczyzną, zostawiając córkę pod opieką babci. Córka wydaje się być niezwykle rozsądna i pragmatyczna – wybrała zawód gwarantujący bezpieczeństwo finansowe, rezygnując z pasji, dokładnie zaplanowała, kiedy zostanie matką. Jednak gdy przyjrzymy się jej bliżej, widzimy jak przeraźliwie rozsypana jest emocjonalnie. Kostiumy (Beata Borowska) znakomicie dopełniają rys charakterologiczny postaci (matka – ubrana modnie, kolorowo, obwieszona ekstrawagancką biżuterią, córka- „szara myszka”). Scenografia jest minimalistyczna: po prawej stronie sceny stoi łóżko szpitalne, po lewej cztery krzesła imitujące szpitalny korytarz. Podział przestrzeni jest umowny, a miejsce akcji wyznacza oświetlenie. Zachwyca Joanna Żółkowska w roli matki, niezwykle ekspresyjna i naturalna. Trochę gorzej wypada Zuzanna Fijewska-Malesza. Odniosłam wrażenie, że nie do końca czuje emocje swojej potwornie roztrzęsionej, zestresowanej postaci. Aktorka napięcie emocjonalne wyraża charakterystycznymi dla tego stanu gestami – przykłada do twarzy złączone dłonie, nerwowo prostuje ręce, lecz wydają się one przerysowane, nienaturalne. Natomiast Fijewska-Malesza zachwyca w scenach na szpitalnym korytarzu, gdzie nerwowo pali papierosa, wręcz obsesyjnie smaruje ręce żelem dezynfekującym. Genialna jest ostatnia scena, w której bohaterki, siedząc na łóżku, szczerze mówią o uczuciach, a punkt światła skierowany jest jedynie na osobę mówiącą. Odnosi się wrażenie, że ich rozmowa jest właściwie konfrontowaniem się z własnymi emocjami, próbą przepracowania w sobie negatywnych doświadczeń.

„Córka” w reżyserii Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej jest opowieścią o zaburzonych relacjach międzyludzkich, których przyczyna tkwi w niewłaściwej komunikacji. Receptą na ich naprawę jest banalna rzecz – szczera rozmowa, która w praktyce okazuje się niezwykle trudna. Wymaga bowiem otwarcia się na drugiego człowieka, skonfrontowania własnego punktu widzenia i emocji z punktem widzenia i emocjami rozmówcy, a także autorefleksji. Na taką rozmowę nigdy nie jest za późno. Bohaterkom spektaklu udało się… ale dlaczego nie zrobiły tego wcześniej? Dlaczego straciły tyle czasu? Z tym pytaniem pozostawiają nas twórcy spektaklu.

Polecamy :)

(plakat – źródło: Teatr Młyn / www.mlyn.org)

Ocena: