Subiektywnie o teatrze

warszawski blog teatralny

Kategoria: Teatr WARSawy

I będą święta


Na pustej scenie stoi niewielka ławka, taka jakie często widzimy przy grobach na cmentarzach. Na ławce siedzi kobieta – ubrana na czarno, opatulona w wełniany płaszcz, bez makijażu, z niedbale związanymi włosami. Zasmucona obserwuje zasiadającą na widowni publiczność… czeka, aż wszyscy zajmą miejsca… by za chwilę przy dźwiękach muzyki wykonać przedziwną choreografię imitującą wykonywane kompulsywnie czynności. Z jej zachowania, ruchu, mimiki emanuje ogromny smutek i ból. Jesteśmy świadkami jej cierpienia, po stracie męża – znanego polityka, który zginął w katastrofie lotniczej. Kobieta na naszych oczach przeżywa kolejne stadia żałoby – szok, tęsknotę, następnie rozpacz… powoli próbuje pogodzić się ze śmiercią męża… ale czy to jest w ogóle możliwe? Czy uda jej się powrócić do „normalnego” życia?

Monodram Agnieszki Przepiórskiej jest przejmującym studium cierpienia po stracie bliskiej osoby. Jest także pytaniem o sens życia – pytaniem kobiety, która całe swoje życie poświęciła mężowi, by ten mógł się rozwijać, robić karierę. Swoją wartość zapośredniczyła od męża, więc kim pozostaje bez niego?

Agnieszka Przepiórska doskonale odnajduje się w roli cierpiącej kobiety. Jej każde słowo, gest, mimika są dokładnie przemyślane i niezwykle przekonujące. U Przepiórskiej rozpacz przeplata się ze smutkiem, wściekłością, rozżaleniem, rozczarowaniem, a momentami z radością… jesteśmy świadkami huśtawki nastrojów, totalnie skrajnych emocji… bowiem takie towarzyszą nam, gdy przeżywamy silny wstrząs, gdy próbujemy poradzić sobie z traumą i pragniemy na nowo zafunkcjonować w otaczającej nas rzeczywistości.

„I będą święta” to moim zdaniem najlepszy monodram Agnieszki Przepiórskiej i Piotra Ratajczaka. Polecam.

(plakat – źródło: Teatr WARSawy / http://teatrwarsawy.pl/)

Ocena:

Tato nie wraca


Tato nie wraca; ranki i wieczory
We łzach go czekam i trwodze;
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze.

(Adam Mickiewicz „Powrót taty”)

Przypadkowe spotkanie dorosłej córki z niewidzianym od ponad dwudziestu lat ojcem staje się pretekstem do opowiedzenia bardzo bolesnej rodzinnej historii. Historii o braku ojca w życiu dziecka. Ojciec nie dorósł do rodzicielskich obowiązków i zrezygnował z nich porzucając rodzinę. Jako lekarz ratuje ludzkie życie, zdrowie, jest bardzo oddany pacjentom, lubiany przez nich, ceniony przez środowisko. Tym bardziej zaskakujące i przykre jest, że tak wspaniały człowiek, zapomniał o własnym dziecku. Lecz nie postać ojca jest w spektaklu najważniejsza, w centrum jest dziecko i jego emocje. Ta potworna „nieobecność”, która rzuca się cieniem na całe jego życie i z którą usilnie próbuje „oswoić”.

W „Tato nie wraca” jak przez lupę przyglądamy się zachowaniu dziecka. Dziecka, które pozbawione silnych, opiekuńczych ramion ojca, musiało tę siłę znaleźć w sobie, by samodzielnie stawiać czoło przeciwnościom losu. Dziecka łaknącego ojcowskiego autorytetu i miłości, które tuli się do obcych, siedzących na widowni mężczyzn i opowiada o kolejnych nieudanych związkach. Dziecka, które konsekwentnie, niemal kompulsywnie, realizuje plan rozwoju zawodowego, by osiągnąć sukces, aby świat o nim usłyszał… ojciec usłyszał… zauważył… docenił…

Spektakl jest minimalistyczny. Scenografia, imitująca wnętrze biura, zredukowana jest do kilku ceramicznych płyt ułożonych na środku sceny i zawieszonej na specjalnej konstrukcji białej żaluzji, która pełni funkcję ekranu. Sceny odgrywane przez Agnieszkę Przepiórską przeplatają bowiem materiały video, prezentujące fragmenty wypowiedzi członków rodziny o ojcu bohaterki. Muzyka i światło podkreślają nastrój prezentowanych scen-obrazów. Zachwyca Agnieszka Przepiórska, która w tej roli jest niezwykle naturalna i wiarygodna. W jednej chwili z dystyngowanej pracownicy banku, staje się małą dziewczynką uczącą się jeździć na rowerze, grać w piłkę, by zaraz potem zmienić się w kobietę łaknącą miłości i bliskości. Moim zdaniem, to jedna z najlepszych ról Agnieszki Przepiórskiej. Jednak to tekst autorstwa Piotra Rowickiego jest w spektaklu najważniejszy – zachwyca konstrukcją i uderza realizmem, bowiem powstał na kanwie osobistych doświadczeń aktorki.

„Tato nie wraca” to opowieść o tym jaki wpływ na życie dziecka ma brak udziału ojca w jego wychowaniu. Spektakl przejmujący, bo tak bardzo prawdziwy… Polecamy!

(plakat – źródło: Teatr WARSawy / http://teatrwarsawy.pl/)

Ocena:

Taśma


John, w przerwie od pracy nad promocją swojego filmu, odwiedza w hotelu przyjaciela. Vince właśnie pojawił się w mieście by obejrzeć jego „debiut” prezentowany na lokalnym festiwalu. Początkowo sympatyczne spotkanie przyjaciół ze „szkolnej ławy” zaczyna zmieniać się w pełną wzajemnych pretensji rozmowę, mającą na celu ujawnienie głęboko skrywanych tajemnic przeszłości…

Michał Siegoczyński poddaje analizie zachowanie bohaterów. Najciekawszą postacią jest Vince (Adam Sajnuk), który jawi się jako praworządny człowiek gdy za wszelką cenę chce doprowadzić do tego, by przyjaciel odpowiedział za swój czyn sprzed lat. Przyglądając się jednak bliżej jego zachowaniu odnosi się wrażenie, że motywem działania Vince’a jest chęć zemsty na Jonie, który w liceum odbił mu dziewczynę. Zaczynamy dostrzegać jego hipokryzję, gdy sam nie będąc człowiekiem o krystalicznej moralności, wymusza na przyjacielu przyznanie się do winy i nagrywa je na taśmę. Jon (Krzysztof Prałat) przechodzi wewnętrzną przemianę. Początkowo, kierowany strachem, wypiera się gwałtu. Stopniowo analizując przeszłość dojrzewa do decyzji dobrowolnego zmierzenia się z konsekwencjami „grzechu młodości”. Natomiast Amy (Magdalena Popławska) jest niezwykle silna psychicznie – przepracowała doznaną krzywdę i poradziła sobie z traumą. Zmuszona niejako wbrew swojej woli do konfrontacji z przeszłością, nie pragnie zemsty, ale uświadamia swoim kolegom prawdę o nich samych, która nie jest łatwa do zaakceptowania.

Akcja „Taśmy” rozgrywa się w starym hotelowym pokoju. Scenografia ograniczona do metalowej konstrukcji symbolicznie dzielącej przestrzeń sceny na trzy pomieszczenia: korytarz, pokój i łazienkę. Światło imituje hotelowe oświetlenie, a muzyka jest tłem dla dziejących się na scenie zdarzeń. Wizualna otoczka nie jest w spektaklu najważniejsza. Michał Siegoczyński postawił nacisk na kreacje aktorskie. Magdalena Popławska, Krzysztof Prałat i Adam Sajnuk grają swoje role brawurowo. Tworząc niezmiernie ciekawą galerię postaci wprowadzają widza w świat skomplikowanych relacji międzyludzkich. Uwagę przykuwa zwłaszcza Magdalena Popławska, która w sposób niezwykle precyzyjny przedstawia targające jej bohaterką emocje. Buduje postać przepełnioną wrażliwością, delikatnością, ale też emanującą niezwykłą siłą.

„Taśma” Michała Siegoczyńskiego opowiada o tym jak przeszłość może kłaść się cieniem na nasze życie, lecz nie da się od niej uciec – wraca jak bumerang oczekując rozliczenia. Koszty konfrontacji z przeszłością są wysokie, bowiem możemy odkryć o sobie prawdę, której wolelibyśmy nie znać. Co mamy w zamian? Może po prostu wewnętrzny spokój? Rodzaj katharsis, gdy wina została wyjawiona…? Spektakl ujawnia także prawdę o człowieku: dominujący w naszych działaniach relatywizm moralny; skłonność do oceniania siebie dużo łagodniej niż innych; motywacja naszych działań nie zawsze wynika z altruizmu.

Znakomity spektakl, gorąco polecam :)

(plakat źródło: Teatr WARSawy / http://teatrwarsawy.pl/)

Ocena:

Wojna to tylko kwiat


To tylko straszliwy kwiat
Rośliny, która jest Życiem;
To tylko wybuch i kolor
Ciernistych, codziennych pnączy,
Krzewiących się dziko i bitnie;

To tylko okropny kwiat
Tego co jest –
Płomienny, aż w oczy kole,
Oczy nasze, płaczące obficie!

Kwitnąć musi, aż nie przekwitnie,
Na upiornej tracąc czerwieni,
Aż się w strzępy zżółkłych gazet nie przemieni,
Aż parady swojej nie zakończy…

(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska „Wojna to tylko kwiat”)

„Wojna to tylko kwiat” to trzeci, po „I będą Święta” i „Tato nie wraca”, monodram autorstwa Piotra Rowickiego, w reżyserii Piotra Ratajczaka. Spektakl zamyka cykl opowieści o współczesnych kobietach mierzących się traumami.

W „Wojna to tylko kwiat” Agnieszka Przepiórska wciela się w rolę dziennikarki – korespondentki wojennej. Bohaterkę spektaklu poznajemy na uroczystej gali, w chwili odbierania nagrody, którą została uhonorowana, za swoją pracę. Jej przemowa stopniowo przeradza się w falę oskarżeń i wyrzutów kierowanych wobec widowni. Wspomnienia z frontu zaczynają mieszać się z rzeczywistością. Dziennikarkę widzimy w relacjach z rodziną (mężem i synem), w czynnościach życia codziennego, obserwujemy jej próby powrotu do życia „sprzed wojny” wspomagane terapią psychologiczną i leczeniem psychiatrycznym. Doświadczenia wojenne są jednak tak traumatyczne, że nie jest w stanie się od nich uwolnić. Powracają w najmniej spodziewanych momentach, osaczają, zamykają w świecie bólu i strachu, w „szklanej klatce” szaleństwa, uniemożliwiając „normalne” życie.

Tekst Piotra Rowickiego jest niezwykle poruszający, a film zmontowany z materiałów nagranych przez korespondentów wojennych, wywołuje ciarki na plecach. Niestety mało przekonująca w monodramie jest Agnieszka Przepiórska, odniosłam wrażenie, że aktorka nie do końca jeszcze „czuje” postać, w którą się wciela.

„Wojna to tylko kwiat” jest z jednej strony studium walki z zespołem stresu bojowego. Z drugiej strony krytyką współczesnego człowieka, żyjącego w wolnym, zamożnym kraju, który jest obojętny na wojny, głód, cierpienie otaczające ten jego spokojny, bezpieczny świat.

(plakat – źródło: Teatr WARSawy / http://teatrwarsawy.pl/)

Ocena:

Zaklęte rewiry

Człowiek może być skromnym tylko wtenczas, gdy naprawdę czuje się wartościowym i ma się czym chlubić.
(Henryk Worcell „Zaklęte rewiry”)

Spektakl, w reżyserii Adama Sajnuka, powstał na podstawie powieści Henryka Worcella pod tym samym tytułem. Autor wykorzystał w niej osobiste doświadczenia z okresu pracy w restauracji Hotelu Grand w Krakowie.

Roman Boryczko, młody, naiwny chłopak dostaje pracę w luksusowej restauracji hotelu Pacyfik. Restauracyjna rzeczywistość rządzi się jednak specyficznymi zasadami, pełno tu dziwnych nakazów, zakazów, kar. Trzeba nauczyć się znosić upokorzenia, przemoc fizyczną i psychiczną stosowaną przez „starszych” kolegów. Roman dostosowuje się do warunków pracy, przechodzi przez kolejne szczeble „kariery” – od pomywacza, do dyplomowanego kelnera. Mateusz Banasiuk świetnie pokazuje przemianę głównego bohatera, który wraz z nabywaniem doświadczenia w pracy staje się cyniczny, zaczyna akceptować niemoralne sposoby postępowania środowiska. Traci swoją młodzieńczą niewinność, szantażuje Fornalskiego, by wreszcie upodobnić się do znienawidzonego szefa. Jednak w porę orientuje się co się z nim stało, porzuca pracę, by obronić swoją godność. Znakomity jest Mariusz Drężek w roli Fornalskiego. Znęca się nad Romanem, nie może znieść, że chłopak robi karierę. Jego zachowanie jest sposobem na radzenie sobie z frustracją, wypaleniem zawodowym.

Tekst Henryka Worcella w interpretacji Adama Sajnuka jest niezwykle aktualny, pokazuje jak mobbing może zmienić pracownika. Najpierw jest strach przed utratą pracy, potem człowiek zaczyna dostosowywać się do sytuacji, co prowadzi do niezadowolenia, stresu, nerwowości, zgorzkniałości, wypalenia. A w efekcie naśladowania zachowań ciemiężyciela. Jedynym ratunkiem jest zmiana pracy. Sajnuk w „Zaklętych rewirach” porusza także problemy osób starszych na rynku pracy.

Widzowie od samego początku wczuwają się w atmosferę miejsca, bowiem wchodzą do restauracji Pacyfik. Siadają przy stolikach umieszczonych na scenie, słuchają muzyki, obserwują zbierających zamówienia i nerwowo przemieszczających się po sali kelnerów. Ciekawa jest scenografia Sylwii Kochaniec, z tyłu sceny znajduje się miejsce do zmywania naczyń, które wraz z kolejnymi awansami Romana zmienia się w bar, a następnie w wejście na salę restauracyjną. Nad zmywakiem jest podest – prywatne pokoje pracowników, nad nim neon z nazwą restauracji. Po bokach sceny umieszczone są drzwi, z lewej strony „wieża”, z której tajemnicza dama obserwuje pracowników restauracji. Znakomita jest muzyka napisana i wykonywana na żywo przez Igora Spolskiego i Michała Lamża. Spektakl zrobiony jest w konwencji kabaretu, przerywany układami choreograficznymi (Jarosław Staniek) wykonywanymi przez kelnerów, piosenkami i dowcipami.

Ocena:

Ruby

– Miłość nie kieruje się żadnymi zasadami!
– Ale fizyka już tak.

Calvin Weir, pisarz w kryzysie twórczym, uczęszcza na terapię by zmienić swoje życie, zacząć pisać kolejną powieść. Po wieloletnim związku porzucony przez partnerkę izoluje się od świata. Jest otoczony przez kobiety – matkę, siostrę i psychoterapeutkę, traktowany przez nie z pobłażliwością, zdominowany. Mało męski, niezaradny życiowo „maminsynek”. W ramach ćwiczeń zaproponowanych przez terapeutkę zaczyna pisać nową powieść – romans. Tworzenie postaci tak go pochłania, że zakochuje się w głównej bohaterce – Ruby. Dziewczyna materializuje się w jego domu…

Bardzo dobry Mateusz Banasiuk w roli Calvina. Jest niezwykle naturalny, gra całym sobą. Gdy jest zagubiony, niepewny, nieporadny – spina barki, lekko garbi plecy, spowalnia ruchy, a za chwilę przeżywa pełnię szczęścia – prostuje się, pełen energii skacze po scenie. Rozbraja w scenie tańca. Znakomita Sonia Bohosiewicz w roli silnej, zdecydowanej, dominującej kobiety „z jajami”. Maja Bohosiewicz w roli Ruby jest dziewczyną „z krwi i kości”, niezwykle wyrazistą, zwłaszcza w scenach zmieniania zachowania Ruby przez Calvina.

Znakomita muzyka – jak zwykle w spektaklach Adama Sajnuka. Minimalistyczna scenografia – podświetlony podest, na którym stoi biurko z laptopem i kozetka. Wokół podestu znajdują się cztery taborety, na których siedzą bohaterki spektaklu (matka, siostra, terapeutka i Ruby) otaczając Calvina.

„Ruby” to znakomita komedia futurystyczna w reżyserii Adama Sajnuka, o tym na ile możemy ingerować w życie drugiego człowieka, zmieniać go by sprostał naszym wyobrażeniom i oczekiwaniom. Bawi i zmusza do refleksji.

Ocena:

Ofiara

Spektakl na podstawie powieści Saula Bellowa pod tym samym tytułem. Nowojorski Żyd Asa Leventhal spotyka przypadkiem dawnego znajomego – Allbee’go. Allbee bardzo dużo o nim wie, o wyjeździe jego żony, miejscu zamieszkania, pracy, wie co robił poprzedniego dnia. Wzbudza to niepokój Asa. Allbee oczekuje od Asy zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy. Zaskoczony Asa usiłuje przypomnieć sobie, co wydarzyło się kilka lat temu. Bohaterowie spektaklu poznali się na przyjęciu, podczas którego Allbee wygłaszał antysemickie uwagi dotyczące przyjaciela Asy, a teraz obwinia Asę o utratę pracy, pieniędzy, śmierć żony, a co za tym idzie – o zrujnowanie życia. Stopniowo staje się prześladowcą Asy.

Rzecz o tym, jak można zmanipulować drugiego człowieka, rozbudzić w nim nieuzasadnione wyrzuty sumienia, doprowadzić do szaleństwa.

Mocną stroną spektaklu w reżyserii Adama Sejnuka jest gra aktorów. Znakomity Grzegorz Małecki w roli Asy prezentuje cały wachlarz emocji. Od zdziwienia, zaskoczenia na czynione mu przez Allbee’go zarzuty, po zmaganie się z pojawiającymi się wyrzutami sumienia, złością, nienawiścią, frustracją, litością, prowadzącymi do szaleństwa. Albee w wykonaniu Adama Sajnuka jest silną i mroczną postacią. Inteligentny i przebiegły, niczym bluszcz oplata swoją ofiarę, by zawładnąć całym jej życiem.

Bardzo dobry spektakl, warto zobaczyć.

Ocena:

Kompleks Portnoya

Wychowali mnie Hotentoci i Zulusi! Przez myśl by mi nie przeszło, żeby popić mlekiem kanapkę z salami, bo już bym obraził śmiertelnie Pana Boga Wszechmogącego. Proszę więc sobie wyobrazić, jak masturbacja odbiła się na moim sumieniu! Poczuciem winy, ustawicznym lękiem, strachem, który przeniknął mnie do szpiku kości! Co w ich świecie nie graniczyło z niebezpieczeństwem, nie roiło się od zarazków, nie niosło zagrożenia? Gdzie się podziały radość, śmiałość i odwaga? Kto zaszczepił tym moim rodzicom tak przerażające nastawienie do życia?
(Philip Roth „Kompleks Portnoya”)

Aleksandra Portnoya poznajemy podczas wizyty u psychoanalityka, który staje się dla niego swego rodzaju spowiednikiem, słucha a nie udziela rad. Aleksander jest 33-letnim amerykańskim żydem – onanistą. Wychowany w ortodoksyjnej żydowskiej rodzinie, zdominowany przez nadopiekuńczych rodziców. Jest zafascynowany własną matką, żywi pogardę dla słabego, niewykształconego ojca. Buntuje się przeciw religii, żydowskiemu wychowaniu, wciskającego człowieka w ramy, wpajającego schematy zachowań. Jednak głęboko wpojona moralność stoi w sprzeczności z seksualnością bohatera. Masturbacja staje się dla niego formą ucieczki od norm żydowskiego światopoglądu, ale jednocześnie wywołuje poczucie winy. Aleksander przeżywa wewnętrzny konflikt między cielesnością a duchowością, czuje się ograniczony. To sprawia, że nie jest w stanie wziąć życia w swoje ręce, stać się wolnym i niezależnym. Miota się, jest nieszczęśliwy, ma problemy z własną tożsamością. Nie wie jak osiągnąć to, czego na prawdę pragnie – wewnętrznego spokoju.

Spektakl przepełniony ironią i czarnym humorem, o problemach z samookreśleniem, zagubieniem w życiu, których źródło znajduje się w patologicznych relacjach w rodzinie, ortodoksyjnej wierze.

Bardzo dobra sztuka na podstawie powieści Philipa Rotha pod tym samym tytułem w reżyserii Adama Sajnuka i Aleksandry Popławskiej. Na uwagę zasługuje scenografia autorstwa Katarzyny Adamczyk, Sylwii Kochaniec i Adama Sajnuka – ruchomy podest w kształcie równobocznego trójkąta, który popychany przez bohaterów spektaklu staje się gwiazdą Dawida. Znakomita obsada: Adam Sajnuk, Monika Mariotti, Anna Smołowik, Bartosz Adamczyk.

Ocena: