O projekcie „Szczekające psy” było głośno na długo przed premierą. Na stronie i facebookowym profilu spektaklu widzowie mogli śledzić kolejne etapy przygotowań: od czytania performatywnego, które odbyło się w listopadzie w kawiarni F30, aż do premiery. Twórcy stale zachęcali fanów do finansowego wsparcia tej, jakże ciekawej, inicjatywy, bowiem projekt wyprodukowany został własnym sumptem. Do współpracy zaproszono młodego reżysera – Macieja Wiktora, a o efektach ponad pięciomiesięcznej pracy mogliśmy przekonać się 28 czerwca w Teatrze TrzyRzecze, gdzie gościnnie prezentowany był spektakl.

„Szczekające psy” są opowieścią o parze trzydziestolatków, których związek rozpadł się, gdyż on zakochał się w swojej szefowej, a ona związała się z jego przyjacielem. On został porzucony przez kochankę i uświadomił sobie, że miłością życia jest jego ex, a ona mimo, że jest z innym nadal go kocha. Spotykają się we wspólnym mieszkaniu, gdyż on nie ma gdzie spać, a ona nadal tam mieszka i spędzają razem noc. Zbliżenie nie zmienia nic w ich relacjach, choć może trochę na to liczą? Może gdyby zaczęli ze sobą rozmawiać udałoby się naprawić związek? A może okazanie słabości poprzez ujawnienie głęboko skrywanych uczuć, wywołałoby przeciwny skutek, a ekshibicjonista stałby się łatwym celem? A może seks był tylko sposobem na „zmiękczenie” przeciwnika i wynegocjowanie korzystnych warunków przejęcia mieszkania? Bowiem w dzisiejszych czasach nie tak łatwo się rozstać i nawet przysięga małżeńska nie łączy ludzi bardziej niż kredyt mieszkaniowy.

Tekst Richarda Zajdlic’a choć napisany 17 lat temu i opisujący brytyjską klasę średnią lat dziewięćdziesiątych okazuje się być niezwykle aktualny i doskonale diagnozujący problemy współczesnego świata. Opisuje młodych ludzi. Ludzi egocentrycznych, realizujących jedynie swoje własne potrzeby i dbających jedynie o siebie, którzy mimo, iż łatwo nawiązują kontakty i otoczeni są mnóstwem znajomych, tak naprawdę są samotni. Jak tytułowe „szczekające psy”, gdy nie mają gdzie uciec, nie wiedzą co zrobić, mogą sobie jedynie poszczekać… a z tego „szczekania” nic nie wynika, utracili bowiem umiejętność nawiązywania bliskich relacji interpersonalnych, przestali interesować się drugim człowiekiem, jego stanami emocjonalnymi, przeżyciami, koncentrując się jedynie na sobie, własnych problemach, odczuciach, dobrach materialnych. W centrum swojej pustej egzystencji stawiając własne ego… zatracając tym samym zdolność otwarcia się na drugiego człowieka i prowadzenia dialogu – stanowiących istotę relacji międzyludzkich.

„Szczekające psy” są bardzo zgrabnie wyreżyserowane, spektakl płynie lekko, wciągając widza od pierwszej sceny. Scenografia jest minimalistyczna – mieszkanie bohaterów wydziela z przestrzeni sceny prowizoryczna konstrukcja z wmontowanym oknem, otoczonym ozdobnymi płachtami materiału i ruchomymi ściankami, które w trakcie spektaklu odwracają aktorzy. Wyposażenie mieszkania ogranicza się do stojącej na środku kanapy, stołu i licznych białych drewnianych skrzynek, wykorzystywanych jako designerskie meble i pudła do pakowania rzeczy. Postacie wydobywa z mroku delikatne światło. Sypiący się brokat, kiczowate rekwizyty np. mieniące się kolorami tęczy lampki-pieski, stylizacja Vicky czy zielona sukienka, w którą ubrana jest Alex w ostatniej scenie, zdają się nawiązywać do baśniowej estetyki. Postacie grane są z przymgleniem niedosłowności, zdają się być lekko rozmyte, mało wyraziste, czasem wręcz nierzeczywiste. Chciałoby się rzec, cytując Musila – bez właściwości. Zagubione, samotne, nieszczęśliwe. Przyparte do muru, jak psy, rzucające się ślepo na przeciwnika, pozbawione empatii i ludzkich odruchów.

„Szczekające psy” w reżyserii Macieja Wiktora, są spektaklem ciekawym, skłaniającym do refleksji, w którym niewątpliwie najważniejszy jest świetny tekst Richarda Zajdlic’a.

Ocena: