Subiektywnie o teatrze

warszawski blog teatralny

Kategoria: Teatr Polonia (strona 1 z 3)

Alicja po drugiej stronie lustra


Wszystko jest możliwe, trzeba tylko wiedzieć o sposobach
(Lewis Carroll „Alicja w Krainie Czarów”)

„Alicja po drugiej stronie lustra” Teatru Papahema jest kompilacją „Alicji w krainie czarów” i „Po drugiej stronie lustra” Lewisa Carrolla, książek uwielbianych przez dzieci i dorosłych, które na stałe weszły do kanonu literatury dziecięcej. Opowieść o przygodach Alicji została napisana ponad 150 lat temu i wciąż stanowi inspirację dla reżyserów filmowych i teatralnych (w Warszawie możemy oglądać dwie inscenizacje „Alicji..”), bowiem pociąga swoją absurdalną logiką, matematyczno-lingwistycznymi odniesieniami, niejednoznacznością i wysublimowanym humorem. Autorem adaptacji i reżyserem spektaklu jest Przemysław Jaszczak, który z ogromną lekkością i wyczuciem kreuje przedziwny świat Krainy Czarów, oddając nastrój powieści Carolla.

Na zaciemnionej małej scenie Teatru Polonia dostrzegamy lustro, w eleganckiej rzeźbionej ramie. Przed lustrem stoi dziewczynka (Paulina Moś). Wpatruje się w nie intensywnie próbując dostrzec własne odbicie, lecz okazuje się to niemożliwe. Zaintrygowana niecodzienną sytuacją chce sprawdzić, co kryje się po drugiej stronie zwierciadła. Przekracza ramy i… jeansy i czarna kurtka Alicji zmieniają się w przepiękną, wyszywaną cekinami suknię. W miejscu, w którym się znalazła wszystko okazuje się być możliwe, można porozmawiać z kwiatami, a jedzenie i napoje zmieniają wymiary dziewczynki. Wędrując przez Krainę Czarów Alicja poznaje jej dziwacznych mieszkańców: „uśmiechniętego” Kota, białego zalęknionego królika, pana Gąsienicę palącego fajkę. Uczestniczy w wyimaginowanej herbatce z Szalonym Kapelusznikiem i Susłem. Filozoficzno-kpiarskie pogawędki, które prowadzi dziewczynka z każdą napotkaną postacią pozwalają jej odkryć własne „ja”, nauczyć się mówić o swoich potrzebach i wyrażać własne poglądy. Alicja ulega wewnętrznej przemianie, dojrzewa, staje się niezależną, autonomiczną jednostką.

„Alicja po drugiej stronie lustra” to spektakl piękny, magiczny, choć minimalistyczny. Scenografia (Mateusz Mirowski) ograniczona jest do czarnych, przestawianych w trakcie spektaklu kubów, które dzięki niezwykle efektownym projekcjom stają się ogrodem, lasem lub planszą do gry w szachy. Na uwagę zasługują ciekawe kostiumy autorstwa Adama Królikowskiego i przepiękne lalki Mateusza Mirowskiego. Zachwyciły mnie szczególnie te, przedstawiające Królową, pana Gąsienicę i Alicję – łączące twarz i dłonie aktora z tułowiem lalki tzw. tintamareski, które po raz pierwszy miałam przyjemność zobaczyć w teatrze. Doskonała muzyka (Piotr Klimek) nadaje przedstawieniu rytm, a teksty (Magda Żarnecka) śpiewane przez Patrycję Kowalską są komentarzem do tego, co wydarza się na scenie. Paulina Moś, Helena Radzikowska, Paweł Rutkowski i Mateusz Trzmiel bardzo dobrze wpisują się w przestrzeń sceniczną, a co więcej w koncepcję przedstawienia. Swoje postacie rozgrywają trochę z ironicznym dystansem, trochę „na poważnie”, a co najważniejsze z ogromnym zaangażowaniem, młodzieńczą energią (podziwiam Paulinę Moś biegającą na szczudłach). Doskonałe aktorstwo jest największym atutem „Alicji…” i gwarantem sukcesu przedstawienia.

„Alicja po drugiej stronie lustra” teatru Papahema, w reżyserii Przemysława Jaszczaka, oczarowuje i wciąga widzów od pierwszej sceny. Pozwala nam, dorosłym poczuć się znów dzieckiem, a młodym widzom przenieść się w świat tak różny od otaczającej nas rzeczywistości i wraz z Alicją przebyć drogę ku odkryciu własnej autonomii i znalezieniu odpowiedzi na pytanie „Kim jestem?”. Warto wspomnieć, że spektakl został wyprodukowany ze środków uzyskanych z finansowania społecznościowego. Stworzenie tak ciekawego wizualnie dzieła, przy niewielkim budżecie, jest ogromnym wyczynem. Gratuluję!

(plakat źródło: Teatr Polonia / www.teatrpolonia.pl)

Ocena:

Kto się boi Virginii Woolf?


Marta i George wracają do domu z nudnego przyjęcia. Trochę podpici, zmęczeni, lecz ciągle w „zabawowym” nastroju oczekują na przybycie gości – poznanego na tymże przyjęciu młodego małżeństwa. Wraz z liczbą wypitych drinków, zmienia się ich nastrój, stają się dla siebie coraz bardziej uszczypliwi. Pojawienie się gości nie rozładowuje napięcia powstałego między małżonkami, wręcz przeciwnie, Marta i George dają upust wzajemnym żalom i pretensjom, a atmosfera spotkania staje się coraz bardziej „gęsta”. Goście zostają wciągnięci w swoistą „grę” mającą na celu zmierzenie się z demonami przeszłości i ujawnienie skrywanych głęboko tajemnic…

„Kto się boi Virginii Woolf?” jest opowieścią o zaburzonych relacjach międzyludzkich wynikających z trudności w komunikacji, gry pozorów, kłamstwa i złudzeń.

Jacek Poniedziałek w swoim spektaklu szczególną uwagę zwraca na specyficzną więź łączącą Martę i Georga, przywodzącą ma myśl skojarzenie z katem i ofiarą. Ich życie rozbiera niemal na części pierwsze próbując przyjrzeć się każdemu elementowi z osobna, by znaleźć przyczynę kryzysu. Za punkt centralny stawia historię syna małżeństwa – syna, który nie istnieje. Ewa Kasprzyk i Krzysztof Dracz doskonale wprowadzają widza w świat skomplikowanych relacji międzyludzkich tworząc postacie niezwykle wyraziste, charyzmatyczne. Nick i Skarbie (Piotr Stramowski i Agnieszka Żulewska) są tylko swoistym katalizatorem, mającym pomóc gospodarzom uzyskać wiedzę o samych sobie. W inscenizacji Jacka Poniedziałka to postacie rozmyte, niewyraźne, stanowiące jedynie tło dla rozgrywającej się na scenie walki Marty i George’a.

Dramat Albeego jest tak skonstruowany, że przed nadmiernym napięciem chroni widza przebijająca z wypowiadanych przez bohaterów słów ironia. Ten specyficzny humor, skumulowany zwłaszcza w pierwszej części dramatu, Jacek Poniedziałek mocno uwypuklił, tworząc z „Kto się boi Virginii Woolf?” niemal farsę (na widowni co chwilę rozbrzmiewają salwy śmiechu). Pozbawiając tekst Albeego powagi, reżyser trochę zaciera wydźwięk rozgrywającego się na oczach widzów dramatu. Jacek Poniedziałek reflektuje się dopiero pod koniec spektaklu, budując w ostatniej scenie tak ogromne napięcie, że jest ono niemal nie do wytrzymania. Spektakl kończy się w chwili, gdy wstaje nowy dzień, lecz blask wschodzącego słońca nie przynosi bohaterom ukojenia i nadziei… a na widowni zalega straszliwa cisza…

Mieszkanie Marty i Georga to nie ekskluzywny apartament, lecz nieco „sfatygowany” pokój na dachu wieżowca. Najważniejszym elementem pomieszczenia jest ogromny barek, zaopatrzony w dużą ilość alkoholu, zachęcający do kontynuowania „popijawy”. Scenografia (Michał Korchowiec) świetnie koresponduje z nastrojem spektaklu, a w połączeniu z materiałami wideo, muzyką (Michał Dobrucki) i światłem (Katarzyna Łuszczyk) tworzy bardzo efektowny obraz.

„Kto się boi Virginii Woolf?” to drugi spektakl, po znakomitej „Szklanej menażerii”, wyreżyserowany przez Jacka Poniedziałka i równie udany. Polecamy!

(plakat źródło: Teatr Polonia / www.teatrpolonia.pl)

Ocena:

Happy Now?


- Chcę być szczęśliwa.
– To bądź szczęśliwa i nie zawracaj dupy!

Kitty, pochłonięta robieniem kariery zawodowej, żona i matka dwójki dzieci, podczas służbowego wyjazdu poznaje Michaela. Mężczyzna proponuje jej niezobowiązujący seks. Oburzona Kitty odmawia. Wraca do domu, lecz powoli zaczyna kiełkować w niej myśl o zdradzie…

„Happy Now?” w reżyserii Adama Sajnuka jest opowieścią o współczesnych 40-latkach, którzy są nieszczęśliwi. Żyją w małżeństwach, w których namiętność i miłość dawno wygasły. Ranią bliskich, a ich relacje z przyjaciółmi są powierzchowne – ograniczają się do wymiany grzeczności i pogadanek „o niczym”. Pochłonięci pracą zawodową marzą o dużych pieniądzach, ale jednocześnie są pracą zmęczeni, sfrustrowani. Zadają sobie pytanie, co sprawiło, że ich życie tak wygląda? Że są tu, gdzie są? Próbują być szczęśliwi, ale są to tylko pozory, a przecież prawdziwe szczęście jest tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki…

Kitty szuka równowagi między byciem matką, żoną i troskliwą córką dla rozwiedzionych rodziców. Jej relacje z rodzicami są zaburzone, czuje się samotna. Zapomnienia szuka w pracy, robi karierę ale to nie przynosi zadowolenia. W ostatniej scenie, gdy Michael mówi: To bądź szczęśliwa i nie zawracaj dupy! Kitty uświadamia sobie, że jej małżeństwo da się naprawić, a jej życie może być szczęśliwe. Johnny (Bartłomiej Topa) zrezygnował z pracy w prywatnej firmie, na rzecz pracy w szkole, lecz to nie przyniosło mu zadowolenia. Zawód nauczyciela traktuje jako misję, kształtowanie kompetencji językowych uczniów, staje się dla niego ważniejsze niż spędzanie czasu z żoną. Wycofany z życia rodzinnego, sfrustrowany, podporządkowuje się Kitty. Egocentryczny Miles (Bartosz Opania) ucieka w alkohol. Lekceważy żonę, szydzi z niej publicznie. Docenia Beę dopiero, gdy ta decyduje się go opuścić. Bea (Katarzyna Kwiatkowska) nie pracuje zawodowo, zajmuje się domem i wychowaniem dzieci. Finansowo zależna od męża totalnie mu się podporządkowała. Wycofana, zastraszona kobieta, powoli dojrzewa do decyzji o rozwodzie. Wreszcie znajduje w sobie siłę, by zmienić dotychczasowe życie. Carl (Rafał Mohr) spotyka się z dużo młodszym chłopakiem. Marzy o miłości, próbuje udowodnić, że homoseksualiści są w stanie stworzyć trwały związek. Ciekawą postacią jest matka Kitty (Małgorzata Rożniatowska), której życie sprowadza się jedynie do oczekiwania na telefon z przeprosinami od byłego męża. Nie potrafi rozmawiać z córką, jest zazdrosna o jej kontakty ojcem. Jedyną zadowoloną z życia postacią jest Michael (Adam Sajnuk), który prowadzi szczęśliwe życie małżeńskie. Kocha nie tylko żonę i dzieci, ale wszystkie kobiety i chce każdej z nich dać dowód swojej miłości.

Spektakl ogląda się bardzo dobrze. Postacie są ciekawe psychologicznie, znakomicie zagrane. Zachwyca Maria Seweryn – niezwykle wyrazista, z emocjami na wierzchu, momentami z ironią przedstawia wewnętrzne rozterki bohaterki. Z burzą loków na głowie, w szarym kostiumie, wygląda zjawiskowo. Świetny jest Bartosz Opania – silny i agresywny, momentami bezradny, zagubiony, jego postać zdobywa sympatię widza. Śmieszy w scenie tańca w stanie upojenia alkoholowego. Ciekawa jest scenografia, autorstwa Katarzyny Adamczyk, składająca się z półokrągłych sof, którymi podczas spektaklu manipulują aktorzy zmieniając przestrzeń. Atmosferę spektaklu tworzy świetna muzyka Michała Lamża oraz znakomite oświetlenie. „Happy Now?” bawi i zmusza do refleksji. Polecamy :)

(plakat – źródło: materiały promocyjne Teatru Polonia / http://teatrpolonia.pl)

Ocena:

Porozmawiajmy po niemiecku


Haneczko, nie zapominaj, że jesteś młodą i masz prawo do zabawy i śmiechu, podczas gdy starzy mogą tylko gadać na marne warunki życia i na Niemców. Możesz się śmiać, gdyż tylko tobie to wypada. Możesz śpiewać, mimo że jest żałoba narodowa, bo kto ma 16 lat, to wszystko wypada.

Spektakl powstał na podstawie pamiętnika szesnastoletniej Hanny Zach. Dziewczyna opisuje swoje życie w latach 1941-42.

Umysł Hani zaprzątają codzienne sprawy nastolatek – chłopcy, zabawa i własny wygląd. Dziewczyna chodzi z koleżankami do kawiarni na ciastka, dla rozrywki mówi na ulicy po niemiecku, jeździ tramwajem w wagonie dla Niemców, pozuje do zdjęć. Flirtuje i umawia się do kina, teatru z niemieckimi żołnierzami, których nazywa lotnikami, gdyż to brzmi ładniej, niż „Niemcy”. W jednym z nich zakochuje się. Hania zdaje się nie dostrzegać wojny, traktuje ją jako drobną uciążliwość w codziennym, zabawowym życiu. Nie uważa Niemców za wrogów, nie wierzy w dokonane przez nich zbrodnie, bowiem nigdy nie była ich świadkiem. Dziewczynę fascynują Niemcy, ich kultura, literatura, język. Zapewne z tego powodu przyjmuje zaproszenie do samochodu niemieckiego oficera i pozwala mu „wywieść się” do Niemiec, do wymarzonego świata luksusu. Hanna Zach pozostaje tam na stałe, o czym mówi nam w prezentowanym podczas spektaklu filmie. Wypowiedź autorki pamiętnika wywołuje w widzach konsternację – nigdy nie wyrzekła się polskości, ale jednak wybrała Niemcy.

Plusem spektaklu Łukasza Kosa jest bardzo ciekawy tekst, uzupełniony wypowiedziami Hanny Zach. Prezentowane z tyłu sceny zdjęcia przedstawiające okupowaną Warszawę, klasyczna muzyka pojawiająca się w tle i sukienka „z epoki” bohaterki wprowadzają widzów w nastrój lat czterdziestych. Natomiast scenografia (Małgorzata Domańska)- pokój nastolatki ze współczesną kanapą, pianinem, wiatrakiem nie współgra z pozostałymi elementami spektaklu. Światło puszczone z góry -w scenie przy pianinie i z dołu, zza wiatraka -w scenie na kanapie, momentami zniekształca twarz aktorki. Zofii Wichłacz nie udało się podołać tak wymagającemu zadaniu, jakim jest monodram. Odnosiło się wrażenie, że dziewczyna mimo, iż bardzo się stara, nie gra, ale recytuje tekst. Spektakl oglądało się źle, aktorka miała problemy z utrzymaniem uwagi widza. Może Zofię Wichłacz „zjadł stres”? Bowiem spektakl prezentowany był podczas 13. Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego w Teatrze WARSawy. A może, mimo ogromnego potencjału i talentu aktorki, monodram jest jeszcze dla niej zbyt trudny?

(plakat – źródło: materiały promocyjne Teatru Polonia / http://teatrpolonia.pl)

Ocena:

Raj dla opornych

To nasz czas: drugiej szansy nie będzie! To nasze najlepsze lata! Na mojej tablicy rejestracyjnej będzie „Wolność dziś!”.

„Raj dla opornych” jest nie tyle drugą częścią spektaklu „Seks dla opornych”, co spotkaniem po latach z tymi samymi bohaterami – Barbarą i Karolem w innej sytuacji życiowej. Małżeństwo zmaga się z kłopotami finansowymi, gdyż tuż przed emeryturą Karol stracił pracę. Wyjazd na biwak ma być dla pary odpoczynkiem od codziennych zmartwień, chwilą spędzoną we dwoje, a także ekstremalnym doświadczeniem życia bez wygód na łonie natury. Relaks nad jeziorem przerywa wizyta ekscentrycznej siostry Barbary – Diany.

„Raj dla opornych” jest opowieścią o zmaganiu się z upływającym czasem, problemami z akceptacją procesu starzenia się, o trudnościach w przystosowaniu się do nowej sytuacji życiowej. Krystyna Janda (reżyser spektaklu) znakomicie pokazuje dramat egzystencjalny bohaterów – ich strach, zagubienie, brak poczucia bezpieczeństwa, dylematy, gorycz spowodowaną życiem, któremu pozornie nic nie brakuje.

Karol (Mirosław Baka) nie może pogodzić się z utratą pracy. Wydarzenie to zachwiało jego męskim ego, bowiem jako głowa rodziny nie może już zapewnić bliskim bezpieczeństwa finansowego. Jest sfrustrowany, denerwuje się i wybucha z byle powodu. Znakomita jest Dorota Kolak w roli Barbary, która podsumowuje życie. Rezygnuje z pracy zawodowej, by zająć się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu. Teraz czuje, że nie wykorzystała minionego czasu jak należy, a życie ucieka jej między palcami. Aleksandra Konieczna przerysowuje postać Diany. „Pięćdziesięcioletnia nastolatka” – motocyklistka z rozwichrzonym włosem jest wulgarna i obcesowa.

Scenografia Magdaleny Maciejewskiej przedstawia niezbyt urokliwy camping. Scena pokryta jest sztuczną trawą, z tyłu znajduje się baner reklamujący wypoczynek nad jeziorem. Obok stoi przepełniony kosz na śmieci, a po bokach stare latarnie.

„Raj dla opornych” to zabawny, zachęcający do refleksji spektakl dedykowany widzom starszym, o czym świadczą żywiołowe reakcje publiczności bliskiej wiekiem bohaterom.

Ocena:

Ich czworo

Będziecie się śmiać…tak! Będziecie się śmiać. A przecież do ze mnie strzęp, to z ludzkiej duszy strzęp! Ci, którzy są, o…tam, nie – nie są wcale źli. Zabawni będą czasem, zwłaszcza ten pośród nich, który – gdy zechce swoje czyny naginać do ich czynów – rozumem swoim głupszy zdawać się będzie jeszcze od tych, co syntezą głupoty wszystkich raczej są. Zabawni będą czasem – a przecież to…moja krew, to ludzkiej duszy krew, to bólów wszystkich ból…(…) Nie grom, nie rozpaczliwy krzyk dławionych zbrodnią zjaw albo nurzanych w jadzie i błocie potężnych serc. Lecz drobiazg zatrutych strzał, niszczonych, szlachetnych myśli, myśli nieśmiało poczętych, cierpienie dziecięcych serc. To niby wielkie nic. (…) I najstraszniejszy ból, ten bólów moich ból – to przecież będzie śmiech…wasz śmiech…
(Gabriela Zapolska „Ich czworo”)

Małżeństwo z wieloletnim stażem, mimo uczucia jakim pozornie się darzy, nie potrafi się porozumieć. Stale skonfliktowani małżonkowie robią sobie wyrzuty, oskarżają o głupotę. Nawet świąteczna atmosfera, sprzyjająca pojednaniu, nie zmienia ich zachowania. Żona zdecydowała się na małżeństwo by podnieść swoją pozycję społeczną, w tajemnicy przed mężem spotyka się z kochankiem. Mąż nie jest w stanie opanować zaistniałej w domu sytuacji. Problemy rodzinne rozgrywają się na oczach dziecka, które przez rodziców traktowane jest jak przedmiot – strofowane, „przestawiane z kąta w kąt”.

Spektakl o obłudzie, mieszczańskiej pseudo-moralności, zakłamaniu w relacjach międzyludzkich. Znakomity tekst Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Jerzego Stuhra. Bardzo dobra obsada. Świetni Sonia Bohosiewicz i Jerzy Stuhr w roli małżeństwa. Śmieszy i skłania do refleksji.

Ocena:

Kolacja Kanibali

W czasie II Wojny Światowej w okupowanej Farancji siedmioro przyjaciół spotyka się by uczcić urodziny Sophie. Nagle przed budynkiem, w którym odbywa się uroczystość zostaje zabitych dwóch niemieckich oficerów SS. W ramach zadoścuczynienia za dokonanie zamachu uczestnicy przyjęcia urodzinowego muszą wytypować spośrod siebie dwóch zakładników. Czy łatwo bedzie im dokonać wyboru?
Spektakl o zachowaniu ludzi w sytuacji ekstremalnej. Czy honor, przyjaźń, małżeństwo stanowią wartość w sytuacji zagrożenia własnego życia? Czy może lepiej umrzeć niż żyć ze świadomością, że jest się otoczonym zakłamanymi „przyjaciółmi”?
Udany debiut teatralny B. Lankosza. Świetna rola R. Mohra.

Ocena:

Boska!

Florens, śpiewaczka operowa, pozbawiona głosu i słuchu poszukuje akompaniatora. Zdolny muzyk Cosme nie jest w stanie znieść jej fałszowania, ale potrzebuje pracy. Czy przyjmie propozycję madame? Niezwykle zabawna sztuka o realizacji marzeń.

Spektakl dla całej rodziny.

Ocena:

Kontrakt

Pracodawca – pracownik, a w tle korporacja, która wymaga od pracownika totalnego podporządkowania się obowiązującym zasadom, dotyczących także życia prywatnego. Co jesteś w stanie poświecić dla firmy? Czy warto? Z tym pytaniem pozostawia nas spektakl.

Ocena:

Medea

Historia Medei przedstawiona oczami jej dzieci. Teoś i Leoś zamknięci w swoim pokoju komentują przygotowania do wyjazdu z Koryntu oraz zachowanie rodziców, swoje obawy związane z czekającym ich nowym życiem. Ojciec zakochał się w innej kobiecie i chce opuścić ich matkę mimo, że przysięgał jej miłość. Matka niezwykle przeżywa odejście ojca. Z rozmów chłopców poznajemy historię związku Jazona i Medei, a opowiadane przez Teosia i Leosia wydarzenia przedstawione są w formie dziecięcych rysunków wyświetlanych na ścianie pokoju chłopców.

Medea w Teatrze Polonia jest spektaklem o tragedii jaką jest dla dzieci rozpad rodziny – rozstanie rodziców, jakie bydzi w nich lęki, obawy, jak próbują tą sytuację zracjonalizować, zaakceptować.

Znakomici są chłopcy grający Teosia i Leosia, rozbrajają wdziękiem i urokiem osobistym. Przy młodych, zdolnych aktorach Magdalena Boczarska wypada blado. Jej Medea staje się przerysowaną negatywną postacią z bajki dla dzieci, brak jej wyrazistości i charakteru.

Ciekawy tekst Kate Mulvany i Anne-Luise Sarks według Eurypidesa w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej.

Ocena:

Starsze wpisy