Subiektywnie o teatrze

warszawski blog teatralny

Kategoria: Teatr Narodowy

Kotka na gorącym blaszanym dachu

Człowiek to zwierzę, które w końcu musi umrzeć. Gdy ma pieniądze, to kupuje i kupuje. Kupuje, co może, dlatego że… ma szaloną nadzieję, że kupi też życie wieczne, choć to niemożliwe.
(Tennessee Williams „Kotka na gorącym blaszanym dachu”)

Brick i Gooper przyjeżdżają do rodzinnego domu na prawdopodobnie ostatnie urodziny ojca, u którego wykryto raka. Z niecierpliwością czekają na przyjęcie, podczas którego ojciec podzieli majątek. Miłe spotkanie rodzinne stopniowo staje się zajadłą walką o pieniądze, bowiem wszyscy członkowie rodziny roszczą sobie do nich prawo.
Bardzo dobry tekst Tennessee Williamsa o rodzinnym piekle, pełnym wzajemnych pretensji i żali oraz o tym jak destrukcyjny wpływ na człowieka i jego relacje rodzinne ma kłamstwo, odrzucenie i udawanie.

Spektakl w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza ogląda się dobrze, momentami z zapartym tchem, choć nie jest to majstersztyk inscenizacyjny. Znakomita Beata Ścibakówna w roli intrygantki Maei, pojawia się na scenie epizodycznie, ale skupia na sobie całą uwagę widza. Świetna Edyta Olszówka w roli Margaret, zwłaszcza w scenach trudnych relacji małżeńskich. Grzegorz Małecki, znakomity aktor, niestety tym razem nie zachwyca. Jego Brick zdaje się być odarty z emocji, mało wyrazisty. Na uwagę zasługuje oświetlenie, zwłaszcza w scenie rozmowy Bricka z ojcem przy stole, niestety drażni muzyka, z dziecięcym wokalem, przygotowana przez Leszka Możdżera.

Ocena:

Zbójcy

Prawo jest po stronie zwycięzcy, a ustawami naszymi są granice naszej mocy.
(Friedrich Schiller „Zbójcy”)

Michał Zadara wystawił „Zbójców” współcześnie, ale nie nadał im interpretacji, bowiem tekst Schillera nie stracił na aktualności.

Akcja spektaklu rozgrywa się w rezydencji hrabiego Maksymiliana. Hrabia jest biznesmenem. W eleganckim gabinecie wyposażonym w biurko, komputer, regał z książkami i telewizorem podpisuje dokumenty przyniesione przez sekretarkę, je lunch z plastikowego pojemnika. Dowiadując się o długach i przestępstwach popełnionych przez starszego syna łyka tabletki uspokajające. Hrabia prosi Franciszka, by odpowiedział w jego imieniu na list brata. Ten, pragnąc by cały majątek ojca przypadł jemu, zmienia treść listu. Karol czuje się odrzucony przez ojca, zostaje przywódcą bandy zbójców – ogolonych na łyso, ubranych w czarne garnitury i ciemne okulary gangsterów, ukrywających się w Czeskim Lesie – nieukończonym osiedlu apartamentowców.

W spektaklu uwagę przykuwa scenografia autorstwa Roberta Rumasa – poruszające się w górę lub w dół sześciany – pokoje, w których znajdują się m.in. biuro hrabiego, wyglądające jak pracownia artysty mieszkanie Amalii, rezydencja Moorów, kuchnia, hala lotniska, opuszczone apartamenty.

Ciekawym pomysłem jest organizacja przerw, podczas których aktorzy pozostają na scenie i grają. Sceny nie mają wpływu na fabułę, ale są niezwykle interesujące. Ujęła mnie zwłaszcza scena, w której zbójcy podróżują samochodem.

Znakomity Przemysław Stippa. Jego Franciszek jest labilny emocjonalnie. Na scenie prezentuje cały wachlarz emocji – od euforii, histerii, strachu i niepewności, po nastroje depresyjne. Franciszek, to przebiegły i wyrachowany typ, ale grany w taki sposób, że darzy się go sympatią. Karol, w wykonaniu Pawła Paprockiego, przeżywa wewnętrzny konflikt, jest silny, inteligentny, czasem ironiczny wobec siebie.

Bardzo dobry spektakl!

Ocena: