Subiektywnie o teatrze

warszawski blog teatralny

Kategoria: Teatr Młyn

Gabinet


Natalia Fijewska – Zdanowska, reżyserka i dramatopisarka, specjalistka od teatru „blisko życia”, poruszającego ważne społecznie tematy, tym razem poddaje analizie współczesne macierzyństwo. Spektakl wystawiany jest na niewielkiej scenie Stołecznego Centrum Edukacji Kulturalnej, która daje możliwość bliskiego obcowania z aktorem, co jest wspaniałą nagrodą za wysiłek jaki trzeba włożyć wdrapując się na trzecie piętro, by zająć miejsce na widowni. Scena jest tu zwykle odsłonięta, więc zanim spektakl się rozpocznie widzowie mają możliwość przyjrzenia się scenografii. Uwagę w „Gabinecie” zwraca organizacja przestrzeni, przywodząca na myśl skojarzenie z „Dogville” Larsa von Triera – prowizoryczna i umowna. Gabinet lekarski, w którym rozgrywa się akcja spektaklu, z powierzchni sceny wydziela przyklejona do podłogi biała taśma, włączając w sceniczny obszar drzwi wychodzące na foyer. Okno, które uchylają i zamykają bohaterowie, by wywietrzyć zapach dymu papierosowego, umieszczone jest natomiast na metalowym stelażu, a aby nadać pomieszczeniu charakter gabinetu lekarskiego wyposażono go w to, co z tym specyficznym miejscem się kojarzy: leżankę, parawan i biurko. Przy biurku siedzi lekarz (Rafał Kosecki), ubrany w biały fartuch, niespokojnie zerka na zegarek, jakby na kogoś czekał, albo odliczał minuty pozostałe do końca dyżuru. Po chwili wstaje, zdejmuje fartuch i zaczyna pakować znajdujące się na biurku przedmioty – horyzontalnie ułożone i posegregowane pod względem wielkości kalendarze i długopisy. Czynność tą wykonuje z ogromną dokładnością, niemal schematycznie, biorąc każdy z nich, w odpowiedniej kolejności i umieszczając w wyznaczonym miejscu w teczce. Widać, że jest ogromnym miłośnikiem porządku, a każdą czynność dokładnie rozplanowuje w czasie. W jego uporządkowany świat nagle, z impetem wkracza spóźniona pacjentka (Paulina Holtz), stanowczo prosząc by badanie się odbyło i zaczyna opowiadać o swoim problemie zdrowotnym. Zaskoczony zachowaniem kobiety i co gorsza, już spóźniony na autobus lekarz, próbuje odmówić, lecz kobieta jest nieustępliwa. Wywiązuje się kłótnia. Zdenerwowana pacjentka chce wyjść z gabinetu, lecz okazuje się to niemożliwe. Recepcjonistka, myśląc, że wszyscy opuścili przychodnię, zamknęła drzwi i wyszła do domu. Telefony nie działają, więc lekarz i pacjentka uwięzieni w gabinecie, muszą czekać na powrót Pani Jadzi do rana. Sytuacja, w której się znaleźli niejako zmusza do nawiązania kontaktu z drugą osobą, chociażby w formie grzecznościowej pogawędki, bo cóż innego może robić dwoje obcych sobie ludzi przez całą noc? Rozmowa początkowo sprowadzona do luźnej wymiany myśli, obaw, lęków związanych z nieobecnością w domu, stopniowo staje się coraz bardziej intymna, tak jakby noc sprzyjała zwierzeniom. Bohaterowie opowiadają o sobie i swoim życiu, decydują się na osobiste wyznania wrzucając z siebie strumień swobodnie płynących myśli, nazywają przeżywane stany emocjonalne, a to umożliwia im głębsze wejrzenie w siebie, przeanalizowanie dotychczasowego życia, a co za tym idzie wyciągnięcie wniosków. Gdy rano wyjdą z gabinetu, nie będą już tymi samymi ludźmi…

„Gabinet” jest opowieścią o współczesnej, młodej matce. Kobiecie próbującej odnaleźć się w nowej dla niej i trudnej sytuacji, bowiem wymagającej pogodzenia różnych ról: niańki, gospodyni domowej, kochanki i kobiety sukcesu. Chociaż jest to możliwe, to na pewno nie jest łatwe, natłok obowiązków sprawia, że zaczyna brakować czasu na odpoczynek, na pasję, na hobby, czasu dla męża, dla siebie, na to, by po prostu pobyć samemu ze sobą, z własnymi myślami. Jaki wpływ ma permanentne życie w biegu, zmęczenie, brak snu na kondycję psychofizyczną kobiety? Co stałoby się gdyby dać młodej matce, tę odrobinę wytchnienia? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Natalia Fijewska-Zdanowska z jednej strony niejako zmuszając swoją bohaterkę do oderwania się na kilka godzin od codziennych spraw i obowiązków i obserwując jej reakcje, z drugiej strony w licznych scenach wracając do dawnych wydarzeń, by pokazać postać holistycznie, ale też z wyczuwalną w tekście sympatią. Nie da się ukryć, że Fijewska-Zdanowska swoich bohaterów lubi, choć wyolbrzymia ich negatywne cechy: nadpobudliwość, nerwowość, prostolinijność kobiety, introwertyzm i egocentryzm mężczyzny to pokazuje też pozytywy – otwartość na drugiego człowieka, empatię. Tworzy w ten sposób postacie z krwi i kości, zwyczajne, takie, w których cząstkę siebie może odnaleźć każdy z nas. Aktorzy doskonale czują się w swoich rolach. Zachwyca Paulina Holtz w roli zestresowanej młodej matki. Jest niezwykle naturalna, kobieca gdy miota się po scenie, zdenerwowana szuka telefonu wyrzucając wszystkie rzeczy z torebki, ale rozluźnia się gdy zapala papierosa, gdy mówi o dzieciach to z czułością w głosie, z uśmiechem, choć na twarzy dostrzec można cień zmęczenia. Lekarz w wykonaniu Rafała Koseckiego jest „Mistrzem Zen”, emanuje spokojem, budzi podziw gdy z kamienną twarzą obserwuje emocjonalne rozedrganie pacjentki, nie ulegając jej nastrojom. Słucha, ale nie daje rad, nie komentuje, choć czasem zdarza mu się coś „chlapnąć”, rzucić złośliwostkę, która wywołuje uśmiech na twarzach widzów. Natalia Fijewska-Zadanowska tworzy spektakl niezwykle subtelny, ale niepozbawiony humoru, w którym przeszłość przeplata się z teraźniejszością, ale nie daje to poczucia chaosu, spektakl płynie gładko, intryguje i wciąga widza w meandry ludzkich relacji, przeżyć, doświadczeń, gwarantując udany wieczór w teatrze.

(plakat źródło: Teatr Młyn / http://mlyn.org/)

Ocena:

Naga Praga


Warszawska Praga jest miejscem szczególnym, nie tylko dlatego, że nie została zniszczona podczas drugiej wojny światowej, ale też jako jedyna dzielnica ma muzeum poświęcone własnej historii. To tu znajduje się często odwiedzany przez warszawskie dzieci Ogród Zoologiczny, monumentalny Stadion Narodowy, rozsiewająca zapach czekolady fabryka Wedla, przepiękny budynek dawnej wytwórni wódek Koneser, najsłynniejszy bazar w Warszawie – Bazar Różyckiego, choć już trochę zapomniany jednak wciąż istniejących w miejskich opowieściach. Tu artyści tworzą prace nawiązujące do specyficznego praskiego folkloru np. Pomnik Kapeli Praskiej, upamiętniający krążące po podwórkach kapele. To tu Paweł Althamer prezentował rzeźbę poświęconą pamięci „Gumy” – praskiego pijaczka i opryszka o złotym sercu. Pracę, która u jednych wzbudzała zachwyt, u inni sprzeciw, bowiem odbierana była jako podkreślająca negatywny obraz dzielnicy. Niestety od tego negatywnego obrazu Praga uwolnić się nie może, wciąż postrzegana jest jako dzielnica niebezpieczna, po której lepiej wieczorem nie spacerować, a obszar między ulicami Stalową, 11 listopada i Szwedzką nadal nazywany jest „Trójkątem Bermudzkim”. Praga jawi się także, jako dzielnica patologii i biedy, bowiem tu wydaje się być najwięcej mieszkań komunalnych, rozpadających się kamienic, ciuchlandów i sklepów monopolowych. Chociaż na Pradze wiele się zmieniło, miejskie legendy wciąż żyją, tkwią w głowach warszawiaków, a specyficzny klimat Pragi pociąga, intryguje i fascynuje.

„Naga Praga” jest spektaklem kameralnym, minimalistycznym. Scenografii właściwie nie ma, reżyserka wykorzystuje trzepak i wielkie okno, znajdujące się na tylnej ścianie sceny, zwykle niewidoczne dla widzów, bowiem zasłonięte czarną kurtyną. Spektakl jest ciekawie oświetlony, znakomity pomysł z wykorzystaniem żarówki, którą trzyma aktorka w dłoni, nad głową, by być widoczną na zaciemnionej scenie. Uwagę przykuwa muzyka przypominająca zlepek klubowych rytmów i disco polo, wykonywana na żywo przez Macieja Rozwadowskiego, doskonale korespondująca z tematem spektaklu. Znakomite teksty Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej, wywołujące uśmiech na twarzach widzów, świetnie zaśpiewane przez Agatę Fijewską gwarantują miły wieczór w teatrze, a właściwie na warszawskiej Pradze. Natalia Fijewska-Zdanowska w swoim musicalu mierzy się ze stereotypowym postrzeganiem Pragi, Pragi jako dzielnicy biedy i patologii. Spektakl jest zlepkiem scenek rozgrywających się na praskim podwórku, pod trzepakiem, odgrywanych i wyśpiewywanych przez trójkę aktorów, ucharakteryzowanych na dresiarzy – Agatę Fijewską, Adama Krawczuka i Sławomira Packa. Co ciekawe Pragę widzimy oczami, nie jej mieszkańców, ale hipsterów z Placu Zbawiciela, żyjących jakby w innej rzeczywistości, świecie nastawionym na sukces i pieniądze.

W „Nagiej Pradze” Fijewska-Zdanowska z jednej strony ironicznie przedstawiając nasze wyobrażenia o Pradze, uświadamia nam ich błędność. Podkreśla, że Praga, jak inne dzielnice prężnie się rozwija i zmienia, a my mówiąc o Pradze wciąż tkwimy w myślowych schematach. Z drugiej strony porusza temat Pragi jako ulubionej dzielnicy fotografów – amatorów, hipsterów którzy przejeżdżając przez most przenoszą się do innej, niezrozumiałej dla nich rzeczywistości. Zachowują się jakby byli na wycieczce, obserwują „folklorystyczne” zjawiska… panią sprzedającą czosnek, pana pod budką z piwem… na tle starych przedwojennych kamienic… czy jest to zwykła ciekawość, wynikająca z chęci poznania drugiego człowieka? A może wyraz podziału jaki nastąpił w polskim społeczeństwie?

(plakat źródło: Teatr Młyn / http://mlyn.org/)

Ocena:

Artysta


Nie Ty mnie wychowałeś. Nie miałeś czasu. Sama się wychowałam.

Starszy mężczyzna i młoda kobieta. On – ekscentryczny artysta. Ona – studentka, zafascynowana jego twórczością. On – całe lato spędza w pracowni w Bieszczadach. Ona – przyjeżdża do niego i zostaje jego asystentką, by zdobyć materiały do pracy magisterskiej. Rozpoczynają pracę nad wspólnym projektem. Ona – staje się jego Muzą, on- jej mentorem. Ich relacja, oparta na fizycznej i intelektualnej fascynacji, stopniowo staje się coraz bardziej intymna… a spokojne życie na łonie natury przerywa wizyta ojca dziewczyny, będącego przyjacielem artysty…

„Artysta” to kolejny spektakl, w którym Natalia Fijewska-Zdanowska przygląda się życiu i interakcjom społecznym, tym razem na warsztat biorąc relację ojciec – córka. Jak wiadomo więź łącząca ojca z dzieckiem znacznie różni się od więzi z matką, ale jest ona bardzo ważna dla prawidłowego rozwoju społeczno-emocjonalnego dziecka. Sama obecność ojca w życiu dziecka jest bardzo ważna, czyli uczestnictwo w wychowaniu, zaangażowanie w życie rodzinne, bowiem ojciec staje się wzorem do naśladowania, przewodnikiem po świecie, ale też i przyjacielem. Daje poczucie bezpieczeństwa, bo cóż lepiej uchroni nas przed upadkiem, niż silne ramiona ojca? Prawidłowa relacja z ojcem jest podstawą stabilności emocjonalnej dziecka i samodzielności w dorosłym życiu, a jego wpływ na życie dzieci nie kończy się nigdy, bowiem w dorosłym życiu córki często wybierają partnerów o podobnych do ojca cechach, a synowie przejmują jego cechy. Niestety wielu mężczyzn wycofuje się z życia rodzinnego. Często pełniąc rolę głównego „żywiciela” rodziny koncentrują się na pracy zawodowej, karierze, zostawiając opiekę nad dzieckiem matkom. Wycofują się tym samym z aktywnego uczestnictwa w wychowaniu dziecka – i właśnie o tej „nieobecności” ojca jest „Artysta”.

Pochłonięty pracą naukową profesor sztuki odkłada relacje z córką na drugi plan. Nie uczestniczy w jej życiu, niewiele z nią rozmawia, właściwie jej nie zna. Gdy spotykają się przypadkiem w Bieszczadzkiej chacie Adama, budzi się w nim ojcowskie uczucie. Chce pokierować przyszłością córki, wpłynąć na jej decyzje… ale na wychowanie jest już zdecydowanie za późno… a czy na odbudowę relacji także? Czy da się nadrobić stracony czas? Zapomnieć?
Starszy mężczyzna, z którym związała się Paulina fascynuje ją intelektualnie. Staje się jej mentorem, przewodnikiem po świecie i jej własnej, poranionej duszy. Wreszcie czuje się wysłuchana, zrozumiana, zaopiekowana. Paulina bezwiednie ulega jego wpływom – zaczyna biegać, przechodzi na wegetarianizm, zaczyna interesować się fotografią. Daje się kształtować i „wychowywać”, „lepić” na obraz i podobieństwo jego, bowiem to od Adama dostaje wszystko, czego nigdy nie dał jej ojciec – uwagę i czas, swoją „obecność”. Lecz czy taki związek ma szansę przetrwać?
Fijewska-Zdanowska w swoim spektaklu stereotypowo przedstawia postać Adama. Mężczyzny „w sile wieku”, którego zaczyna fascynować młoda dziewczyna. Pociąga go fizycznie, staje się jego muzą, natchnieniem. Adam zaczyna czerpać z jej witalności, by znów choć przez chwilę poczuć się młodym. Ale czy dziewczyna może pociągać starszego mężczyznę także swoim intelektem? A może jest tylko tworzywem, z którego można „wyrzeźbić” partnerkę idealną?
Fijewska-Zdanowska, w „Artyście” nie daje odpowiedzi, nakreśla problem i zostawia widza z kłębiącymi się w głowie myślami…

Scenografia, jak zwykle, u Fijewskiej-Zdanowskiej ograniczona jest do minimum. Przestrzeń, bowiem akcja spektaklu rozgrywa się w trzech różnych miejscach, podzielona jest umownie. Wyznacza ją oświetlenie i symbolizujące podział przedmioty (wnętrze domu – to stół, podwórko – to ławka, uczelnia – biurko). Spektakl składa się ze scen- obrazów prezentowanych w sposób niechronologiczny. W tle słyszymy prostą, graną na keyboardzie muzykę… Lecz nie wizualna i dźwiękowa otoczka jest tu najważniejsza, Fijewska- Zdanowska stawia na tekst i obsadę, ponieważ w „Artyście” możemy oglądać kawał doskonałej roboty aktorskiej. Krzysztof Kiersznowski i Marek Siudym znakomicie wpisują się w koncepcję spektaklu tworząc postacie bardzo charakterystyczne i charyzmatyczne. Towarzyszy im Agata Fijewska, która z niezwykłą precyzją przedstawia targające jej bohaterką emocje. W efekcie dostajemy bardzo przyjemny, kameralny spektakl :) polecamy :)

(plakat źródło: Teatr Młyn / http://mlyn.org/)

Ocena:

Draka


Emerytowany policjant (Krzysztof Kiersznowski) nie jest człowiekiem szczęśliwym. Jego sytuacja materialna pozostawia wiele do życzenia, życie prywatne legło w gruzach, gdy zostawiła go druga żona. Z dziećmi nie utrzymuje kontaktu, nie ma przyjaciół i znajomych – został sam jak palec w starym mieszkaniu. By choć na chwilę uciec przed samotnością, spędza niemal każde popołudnie w barze mlecznym. Starość, a co za tym idzie nasilające się kłopoty ze zdrowiem przygnębiają go i sprawiają, że nasz bohater staje się coraz bardziej zgryźliwy. Swoją frustrację wyładowuje na Lusi, ciężarnej pracownicy baru mlecznego. Z czasem jego stosunek do Lusi zmienia się, pojawia się nić porozumienia, która stopniowo przeradza się w przyjaźń.

Natalia Fijewska-Zdanowska w „Drace” opowiada historię prozaiczną, jedną z wielu, z jakimi mamy do czynienia każdego dnia. Bohaterami są zwykli ludzie, borykający się z problemami dnia codziennego, doświadczający przemocy, zmagający się ze starością i chorobą, próbujący poukładać na nowo swoje skomplikowane życie. Fijewska-Zdanowska w centrum stawia ludzi wykluczonych, jakby w opozycji do naszego doskonałego świata, w którym liczy się młodość, zdrowie, sukces i pieniądze. Uświadamia, że zatracając się w pogoni za dobrami materialnymi, tracimy z oczu to, co najistotniejsze – empatię i otwartość na drugiego człowieka. „Draka” Fijewskiej- Zdanowskiej jest także swoistą krytyką 25 lat wolności.

Wierszowany tekst Fijewskiej-Zdanowskiej, choć niezwykle gorzki, przedstawiony jest w bardzo lekkiej formie spektaklu muzycznego. Piosenki doskonale wykonywane przez aktorów, przy akompaniamencie Agnieszki Orzechowskiej-Kozak, są z jednej strony komentarzem do wydarzeń dziejących się na scenie, z drugiej strony swoistym przerywnikiem spuszczającym z widza napięcie. Duża dawka czarnego humoru i groteski zawarta w spektaklu w pewien sposób chroni widza przed światem bólu, cierpienia, samotności i wykluczenia. Przed tym wszystkim, co jest tak bardzo ludzkie i tak dobrze nam znane. Na widowni wybuchają salwy śmiechu, choć często ten śmiech więźnie w gardle. . .

Scenografia składa się z plastikowych skrzynek do przechowywania żywności, które aktorzy przestawiają w trakcie spektaklu tworząc wnętrze baru mlecznego, gabinetu lekarskiego czy szpitala. Agata Fijewska, Zuzanna Fijewska-Malesza i Krzysztof Kiersznowski bardzo dobrze wpisują się w przestrzeń sceniczną. Grają swoje role z dystansem, ale przy tym z niezwykłym realizmem tworząc postacie przepełnione gorzkim komizmem.

„Draka” Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej jest krytyką obecnego, kapitalistycznego świata, w którym liczy się tylko sukces, młodość i pieniądze. Jest także próbą analizy problemu wykluczenia finansowego i społecznego. Jest to teatr, który porusza, bowiem jest tak bardzo blisko życia. Polecam!

(plakat źródło: Teatr Młyn / http://mlyn.org/)

Ocena:

Córka


„Córka” jest opowieścią o dwóch kobietach – Barbarze i jej córce. Bohaterki spektaklu poznajemy w dość przykrych okolicznościach. Barbara, próbując wskoczyć do autobusu, upada i doznaje urazu głowy, który powoduje zaburzenia pamięci. Zdaniem lekarza jedynym sposobem na powrót do zdrowia jest rozmowa z córką, która właśnie odwiedza matkę w szpitalu. Początkowo zabawny dialog zaczyna przeradzać się w analizę łączącej kobiety relacji.

Mocną stroną spektaklu jest bardzo doby tekst autorstwa Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej, który w sposób lekki, momentami zabawny, bierze pod lupę relację matka-córka. Mimo, że fabuła i zakończenie są przewidywalne, spektakl ogląda się z zainteresowaniem, bowiem uwagę przykuwają świetnie, pod względem psychologicznym, skonstruowane postacie. W „Córce” jesteśmy też świadkami zderzenia dwóch pokoleń. Jest to dość przewrotnie „zderzenie”, gdyż „buntowniczką” jest matka. Kobieta niedojrzała, egoistyczna, niewydolna wychowawczo – przerwała studia, zaszła w ciążę z nieznajomym mężczyzną, była aresztowana za działalność opozycyjną, a po wyjściu z więzienia -wyjechała do Londyny za ukochanym mężczyzną, zostawiając córkę pod opieką babci. Córka wydaje się być niezwykle rozsądna i pragmatyczna – wybrała zawód gwarantujący bezpieczeństwo finansowe, rezygnując z pasji, dokładnie zaplanowała, kiedy zostanie matką. Jednak gdy przyjrzymy się jej bliżej, widzimy jak przeraźliwie rozsypana jest emocjonalnie. Kostiumy (Beata Borowska) znakomicie dopełniają rys charakterologiczny postaci (matka – ubrana modnie, kolorowo, obwieszona ekstrawagancką biżuterią, córka- „szara myszka”). Scenografia jest minimalistyczna: po prawej stronie sceny stoi łóżko szpitalne, po lewej cztery krzesła imitujące szpitalny korytarz. Podział przestrzeni jest umowny, a miejsce akcji wyznacza oświetlenie. Zachwyca Joanna Żółkowska w roli matki, niezwykle ekspresyjna i naturalna. Trochę gorzej wypada Zuzanna Fijewska-Malesza. Odniosłam wrażenie, że nie do końca czuje emocje swojej potwornie roztrzęsionej, zestresowanej postaci. Aktorka napięcie emocjonalne wyraża charakterystycznymi dla tego stanu gestami – przykłada do twarzy złączone dłonie, nerwowo prostuje ręce, lecz wydają się one przerysowane, nienaturalne. Natomiast Fijewska-Malesza zachwyca w scenach na szpitalnym korytarzu, gdzie nerwowo pali papierosa, wręcz obsesyjnie smaruje ręce żelem dezynfekującym. Genialna jest ostatnia scena, w której bohaterki, siedząc na łóżku, szczerze mówią o uczuciach, a punkt światła skierowany jest jedynie na osobę mówiącą. Odnosi się wrażenie, że ich rozmowa jest właściwie konfrontowaniem się z własnymi emocjami, próbą przepracowania w sobie negatywnych doświadczeń.

„Córka” w reżyserii Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej jest opowieścią o zaburzonych relacjach międzyludzkich, których przyczyna tkwi w niewłaściwej komunikacji. Receptą na ich naprawę jest banalna rzecz – szczera rozmowa, która w praktyce okazuje się niezwykle trudna. Wymaga bowiem otwarcia się na drugiego człowieka, skonfrontowania własnego punktu widzenia i emocji z punktem widzenia i emocjami rozmówcy, a także autorefleksji. Na taką rozmowę nigdy nie jest za późno. Bohaterkom spektaklu udało się… ale dlaczego nie zrobiły tego wcześniej? Dlaczego straciły tyle czasu? Z tym pytaniem pozostawiają nas twórcy spektaklu.

Polecamy :)

(plakat – źródło: Teatr Młyn / www.mlyn.org)

Ocena: