Subiektywnie o teatrze

warszawski blog teatralny

Kategoria: Teatr Mazowiecki

Diabelski młyn


Starszy majętny mężczyzna, pod nieobecność żony i syna, zaprasza do domu poznaną w barze młodą dziewczynę. Z pozoru banalna historia, z przewidywalnym zakończeniem (bo do czego może prowadzić spotkanie podstarzałego dyrektora firmy optycznej z pociągającą go fizycznie dziewczyną?) zaskakuje widza. Okazuje się przedziwną grą pozorów, którą zaczynają prowadzić ze sobą bohaterowie spektaklu, by zrealizować własne cele motywowane nie do końca czystymi intencjami. W efekcie obnażają własne kłamstwa, hipokryzję i mierzą się z prawdą o sobie.

Akcja spektaklu rozgrywa się we wnętrzu eleganckiego apartamentu. Co ciekawe Agata Uchman wykorzystała w scenografii piękne, drewniane drzwi oddzielające scenę od zaplecza teatru. Oświetlenie imituje naturalne światło, a w tle słyszymy nastrojową muzykę. W tej dość neutralnej estetycznie przestrzeni podziwiamy dwie niezwykle wyraziste aktorskie osobowości. Roma Gąsiorowska-Żurawska, gra niby przypadkowo, od niechcenia, lecz jej kreacja jest doskonale przemyślana, każdy gest, ruch, mimika są dopracowane w każdym szczególe, w każdym kolejnym „wcieleniu”. Jej postać jest niezwykle ciekawa, owiana nutą tajemnicy, a przy tym zagrana lekko i naturalnie. Przemysław Bluszcz zachwyca w roli podstarzałego bawidamka i hipokryty. Swojego bohatera, o paskudnym charakterze, gra w taki sposób, że darzy się go sympatią i z pobłażliwością traktuje jego negatywne zachowanie, a wręcz wybacza wszystkie winy.

„Diabelski młyn” w reżyserii Marka Pasiecznego jest spektaklem mocno wyważonym. Elementy humorystyczne tekstu są mocno stonowane, co sprawia, ze uwypuklony zostaje dramat pełnego niedomówień spotkania pozornie obcych sobie ludzi. Spektakl jest analizą relacji damsko – męskich. Próbą odpowiedzi na pytanie dlaczego mężczyźni zdradzają? Jak widzą siebie w kontaktach z kobietami? I czego pragną od życia?

„Diabelski młyn” bawi, wzrusza i na długo pozostaje w myślach. Polecamy!

(plakat – źródło: Teatr Mazowiecki / http://www.teatrmazowiecki.pl/)

Ocena:

Promieniowanie


„Promieniowanie” Jarosława Sokoła i Ewy Wencel jest opowieścią o życiu Marii Skłodowskiej-Curie, kobiety – naukowca, prekursorki radiochemii, badaczki teorii promieniotwórczości, odkrywczyni nowych pierwiastków – radu i polonu, uhonorowanej dwukrotnie Nagrodą Nobla z dwóch dziedzin – fizyki i chemii. Jednak nie jest to spektakl przeładowany faktami encyklopedycznymi, jest przede wszystkim opowieścią o kobiecie, kobiecie silnej, z determinacją realizującej wyznaczone sobie cele, pochłoniętej pasją pracy naukowej; kobiecie niezależnej, walczącej z przeciwnościami jakie stawia jej na drodze zdominowany przez mężczyzn świat; kobiecie pragnącej miłości i bliskości.

Bohaterkę spektaklu poznajemy w chwili gdy ktoś kamieniem rozbija okno w jej mieszkaniu, bowiem w prasie ujawniony został jej związek z żonatym fizykiem Paulem Langevinem. Maria została posądzona o rozbicie rodziny przyjaciela. Ta przykra sytuacja staje się pretekstem do wspomnień, swego rodzaju analizy własnego życia. Bohaterka zaczyna opowiadać nam o dzieciństwie, rodzinie, pasji do nauki i wyjeździe do Paryża w celu kontynuacji edukacji na Sorbonie. Wspomina pierwsze spotkanie z mężem – Pierrem Curie, starszym od niej o osiem lat fizykiem. Opowiada o ich wspólnej pracy i życiu codziennym. Jej wspomnienia nie są wolne od przykrych wydarzeń – straty dziecka, śmierci męża, codziennego zmagania się kobiety – emigrantki z wrogością otoczenia.

Spektakl jest bardzo ładny wizualnie. Scenografia (Wojciech Stefaniak) składa się z dwóch części: pokoju gościnnego (w którym stoi stolik nakryty serwetą, wygodny fotel, szafka, garnek z konfiturami, które co jakiś czas miesza bohaterka) i laboratorium (w którym znajduje się wielki stół z próbówkami). Maria porusza się w tych dwóch przestrzeniach. Obserwujemy ją podczas pracy i w czynnościach życia codziennego. Zachwycają kostiumy (Dorota Roqueplo) i charakteryzacja. Ewa Wencel ubrana w czarną, długą sukienkę ozdobioną koronkową, białą aplikacją i laboratoryjny fartuch, uczesana w kok wygląda jak Maria Skłodowska – Curie, której wizerunek znamy z fotografii zmieszczonych w szkolnych podręcznikach. Ewa Wencel zachwyca kunsztem aktorskim doskonale odgrywając emocje targające Marią: od ogromnej ekscytacji pracą zawodową, miłości do męża i dzieci, po strach i obawę o zdrowie Pierra, rozpacz po stracie dziecka, potem męża, zafascynowanie nowym partnerem, aż do oburzenia zachowaniem otaczających ją ludzi. Aktorka gra „do widzów”, utrzymując z nimi stale kontakt. Nie pozwala odpłynąć uwadze widzów nawet na chwilę.

„Promieniowanie” jest niezwykle ciepłą, momentami liryczną, okraszoną humorem opowieścią o kobiecie, która realizując marzenia i pasję zatrzęsła zdominowanym przez mężczyzn światem.

(plakat – źródło: Teatr Mazowiecki / http://www.teatrmazowiecki.pl/)

Ocena:

Belfer


Twórcy spektaklu zapraszają widzów do szkolnej sali wyposażonej w biurko, krzesło, wieszak na ubranie i pomazaną przez uczniów tablicę. W klasie zjawia się nauczyciel, który słowami „ja tylko gram, teraz zagram belfra” z jednej strony podkreśla sztuczność teatralnej kreacji i tekstu, a z drugiej porównuje proces nauczania do grania przed niezwykle wymagającą publicznością – uczniami, nad których uwagą belfer musi stale panować.

Bycie nauczycielem to coś więcej niż zawód – to pasja, misja, powołanie. Belfer jest wzorem, przewodnikiem, mistrzem, chcącym przekazać swoim wychowankom to co najcenniejsze – wiedzę i pasję do nauki. Dawniej nauczyciel był niezwykle szanowaną osobą, cenioną przez uczniów, ich rodziców, społeczeństwo. Obecnie zawód nauczyciela nie jest postrzegany jako prestiżowy, przestał być doceniany. Młodzież jest coraz trudniejsza, niechętna do nauki i dyskusji, nie ma zainteresowań. Jest zaburzona emocjonalnie i amoralna. Tytułowy Belfer porównuje uczniów do zwierząt kierujących się pierwotnymi instynktami, a nie rozumem. Nauczanie jest codziennym zmaganiem się z młodzieżą – z ich trudnym zachowaniem, brakiem aspiracji i gotowości do nauki. Belfer początkowo nie poddaje się i z zaangażowaniem realizuje ideały, jednak pewnego dnia nie wytrzymuje i strzela z pistoletu do swoich uczniów.

Wojciech Pszoniak w roli Belfra oczarowuje widzów. Ubrany w garnitur, szary płaszcz i kapelusz, wygląda dostojnie. W sposób wyważony, momentami zgorzkniały opowiada o życiu Belfra. Tekst Jean-Pierre Dopagnega jest niezwykle aktualny, przywodzi na myśl skojarzenia z wydarzeniami w toruńskiej szkole czy masakrze w amerykańskim miasteczku Columbine. „Belfer” w reżyserii Michała Kwiecińskiego jest opowieścią o problemach w komunikacji międzypokoleniowej, o tym jak trudna i stresująca jest praca nauczyciela z tak nieokrzesaną młodzieżą i jak wpływa na jego zdrowie (depresja, wypalenie zawodowe). „Belfer” jest także pytaniem o kondycje współczesnej szkoły i kadry pedagogicznej.

Polecamy :)

(plakat – źródło: Teatr Mazowiecki / www.teatrmazowiecki.pl)

Ocena:

Samospalenie


Spektakl Krzysztofa Szekalskiego powstał na kanwie historii Ryszarda Siwca, filozofa, żołnierza AK, który po wojnie nie chciał brać udziału w komunistycznej indoktrynacji młodzieży. Zaczął więc pracować jako księgowy, dorabiał hodowlą kur i uprawą ogrodu. 8 września 1968 roku, w czasie ogólnokrajowych uroczystości dożynkowych odbywających się na Stadionie Dziesięciolecia, w ramach protestu przeciw interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, na oczach szefów partii i stu tysięcy ludzi – dokonał aktu samospalenia.

Tak o swojej decyzji pisał w liście do żony:
Jestem pewny, że to dla tej chwili żyłem 60 lat. Wybacz, nie można było inaczej. Po to, żeby nie zginęła prawda, człowieczeństwo, wolność ginę, a to mniejsze zło niż śmierć milionów. (…) Jest mi tak dobrze, czuję spokój wewnętrzny, jak nigdy w życiu.

Wydarzenie to staje się punktem zwrotnym w życiu oficera SB -„anioła stróża” Ryszarda Siwca. Ukształtowany przez SB, bezwzględny, twardy i skuteczny oficer zaczyna zastanawiać się nad własnym życiem.

W minioną epokę wprowadzają nas prezentowane podczas spektaklu autentyczne zdjęcia i nagrania, oraz minimalistyczna scenografia (Kobas Laska) przywodząca na myśl pokój przesłuchań – miejsce pracy bohatera. Znakomity jest Przemysław Bluszcz. Totalnie zawłaszcza uwagę widza i nie pozwala jej odpłynąć nawet na chwilę. Jego postać jest niezwykle przekonująca, bardzo silnie, emocjonalnie oddziałuje na widza – przeraża podczas opowieści o utopieniu dziewczyny, wzrusza – opowiadając o pierwszej żonie, śmieszy w anegdotach o pracy w SB. Budzi wstręt i pogardę, ale jednocześnie sympatię i współczucie.

„Samospalenie” to niezwykle wstrząsający spektakl. Z jednej strony jest próbą podsumowania przemian, jakie dokonały się w Polsce, z drugiej strony jest opowieścią o człowieku ukształtowanym w minionym systemie. Nie ocenia, ale zachęca do refleksji – to największa wartość spektaklu.

Spektakl Fundacji Sztuki Orbis Pictus w Warszawie, spektakl gościnny Teatru Mazowieckiego, prezentowany podczas 13. Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego w Teatrze WARSawy.

(plakat – źródło: Teatr Mazowiecki / http://teatrmazowiecki.pl)

Ocena:

Grace i Gloria


Spektakl Toma Zieglera w reżyserii Bogdana Augustyniaka przygotowany został z okazji jubileuszu Stanisławy Celińskiej.

Chorującą na raka Grace odwiedza w domu wolontariuszka hospicjum – Gloria. Proponuje jej pomoc i opiekę. Dumna Grace nie chce przyjąć propozycji.

Grace i Gloria to kobiety pochodzące z dwóch różnych światów, które dzieli niemal wszystko. Grace to prosta, ale silna kobieta, która całe życie spędziła na ranchu, a los ciężko ją doświadczył. Nie zdobyła wykształcenia, ale ma ogromną wiedzę życiową. Gloria to kobieta „z wielkiego świata” – ukończyła prestiżową uczelnię, odnosiła sukcesy w życiu zawodowym, do czasu wypadku, który zmienił jej życie. Kobiety stopniowo poznając się, dzieląc doświadczeniami, osiągają porozumienie. Stoją się sobie bliskie i wzajemnie potrzebne.

„Grace i Gloria” to niezwykły spektakl o umieraniu, o tym, że pomagając innej osobie czasem możemy pomóc też sobie. Plusem spektaklu jest bardzo dobre aktorstwo. Zachwyca Gloria grana przez Lucynę Malec. Stanisława Celińska niezwykle prawdziwie pokazuje emocje człowieka zmagającego się z chorobą – od smutku i zgorzknienia, do radości. Jej Grace, mimo że choruje, nie staje się coraz słabsza – wręcz przeciwnie, wraz ze wspomnieniami, które są swego rodzaju podsumowaniem życia, nabiera sił, energii, by w pełni wykorzystać pozostały jej czas. Jest pogodzona z nadchodzącym końcem życia.

„Grace i Gloria” to bardzo dobry spektakl, który śmieszy, wzrusza i zachęca do refleksji.

(plakat – źródło: Teatr Mazowiecki / http://www.teatrmazowiecki.pl/)

Ocena:

Wdowy


– Dziwni są ci mężczyźni.
– Tak, dziwni. Nigdy nie wiadomo co im się podoba.
– Na prawdę nie rozumiem co oni w niej widzieli.
– Ani ja.

(Sławomir Mrożek „Wdowy”)

„Wdowy” to czarna komedia, którą Mrożek napisał w Meksyku po swojej ciężkiej chorobie.

Scena to kawiarnia, po której krząta się kelner zapraszając część widzów by usiedli przy stolikach. Kelner grany przez Mateusza Olszewskiego jest niezwykle tajemniczą postacią. Nie wypowiada w spektaklu ani jednego słowa, ale odnosi się wrażenie, że wie bardzo dużo o odwiedzających kawiarnię gościach. Przewiduje ich zachowania (na przykład podając chusteczki bohaterkom spektaklu).
W kawiarni spotykają się dwie kobiety, które w dość zwyczajnych okolicznościach straciły mężów. Wdowy mają zupełnie różne osobowości, nie darzą się sympatią. Podczas rozbawiającej widzów rozmowy kobiety uświadamiają sobie, że ich mężowie byli jednocześnie ich kochankami, a co gorsza okazuje się, że była jeszcze „ta trzecia”, która właśnie pojawia się w kawiarni.

„Wdowy” to spektakl o śmierci, która zjawia się nagle, w najmniej oczekiwanym momencie. Śmiercią w spektaklu jest kelner, który wchodząc na zaplecze kawiarni zamienia się w szkielet, a w ostatniej scenie pojawia się jako kobieta w czerni.

Reżyser Benjamin Bukowski skrócił dramat Mrożka rezygnując z tekstów kelnera i wycinając scenę – retrospekcję z życia mężów, którzy w kawiarni czekają na swoje kochanki. Zabieg ten sprawił, że tekst Mrożka przestał być czytelny. Odnosi się wrażenie, że spektakl jest niedokończony, prowizoryczny, a szkoda, ponieważ pomysł i obsada (Aleksandra Krzaklewska i Katarzyna Wajda) dobra.

(Plakat – źródło: Teatr Mazowiecki / http://www.teatrmazowiecki.pl)

Ocena:

Lekcja


(Fot. Anna Włoch)

Do domu profesora przychodzi młoda uczennica. Dziewczyna właśnie zdała maturę i chce kontynuować naukę. Profesor sprawdza jej wiedzę. Uczennica świetnie dodaje i mnoży, ale nie rozumie odejmowania. Początkowo miła rozmowa przeradza się w kłótnię. Lekcję, co chwilę przerywa krzątająca się po domu służąca. Ostrzega profesora, by nie wykładał arytmetyki i filologii, ponieważ to „prowadzi do najgorszego”…

Spektakl w reżyserii Katarzyny Michałkiewicz na podstawie tekstu Eugene Ionesco jest zrobiony w konwencji snu. Cała sytuacja przedstawiona w dramacie wydaje się absurdalna. Odnosi się wrażenie, że inteligentna uczennica z premedytacją udziela profesorowi błędnych odpowiedzi, prowokuje. Początkowo nieśmiała, speszona wizytą u profesora, zaczyna go uwodzić, rozbudzać żądze, aż w końcu staje się ofiarą przemocy.
W pierwszej scenie profesor wydaje się zachowywać jak obłąkany (nerwowe tiki), ale gdy na lekcję przychodzi uczennica, to wrażenie znika. Profesor zaczyna wykład, prowadzi miłą konwersację, żartuje. Stopniowo staje się nerwowy, agresywny wobec uczennicy, aż w końcu doprowadza do jej śmierci.

Rzecz o władzy, dominacji nad drugim człowiekiem, godzeniu się na bycie zależnym, braku siły na przeciwstawienie się oprawcy. Spektakl także o tym, jak społeczeństwo przyzwala na stosowanie przemocy, nie reagując, zachowując obojętność.

Świetna obsada: Wojciech Kalarus, Jadwiga Jankowska – Cieślak. Wspaniała Karolina Gorczyca, która w roli uczennicy, prezentuje na scenie cały wachlarz emocji. Na uwagę zasługuje muzykę Ignacego Zalewskiego, która już przed rozpoczęciem spektaklu wprowadza widzów w stan niepokoju. Ciekawa scenografia – metalowy podest – „zbiornik”, autorstwa Jerzego Goliszewskiego. Spektakl bardzo dobry, polecamy!

Ocena: