29 listopada w Teatrze Collegium Nobilium odbyło się czytanie performatywne „Smutków tropików” Mateusza Pakuły, tekstu znanego teatralnej publiczności z inscenizacji Pawła Świątka (2013) w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie.

Pakuła pisząc dramat inspirował się tekstem Claude Levi-Straussa („Smutek tropiku”), w którym słynny etnograf stwierdza – „Nienawidzę podróży i podróżników.” – dając wyraz temu, że nie czuje się dobrze na Zachodzie, ani w swoim stuleciu. Podobne odczucia towarzyszą bohaterom dramatu Pakuły, współczesnym młodym ludziom, przyzwyczajonym do europejskiego standardu życia, znużonym i rozkapryszonym, potrzebującym bodźców do działania, łaknących ekstremalnych doznań i silnych emocji, które wybiją ich z marazmu popkulturowo-medialnej sieczki, pozwolą odkryć istotę „prawdziwego” życia. Środkiem umożliwiającym spojrzenie na świat z innej perspektywy stają się podróże, coraz tańsze i łatwiej dostępne. Amatorzy wypraw za cel swych wyjazdów obierają nie kraje „popularne” jak Egipt czy Tunezję, ale te „trudniejsze” gwarantujące zetknięcie się z tym wszystkim, czego w Europie doświadczyć się nie da – z ekstremalną biedą, przemocą, wojną, okrucieństwem. Doświadczenie Orientu właściwie nic w amatorach-podróżnikach nie zmienia, nie zmusza do refleksji, nie rozwija, bowiem nie pragną „uczestniczyć”, dogłębnie poznawać „innego” lecz ogarnięci znieczulicą, skoncentrowani wyłącznie na sobie, karmią własne ego – pstrykając kolejne „ekstra foty” i mechanicznie kolekcjonując ekstremalne doznania. Podróż mająca być sposobem na oderwanie się od zepsutej cywilizacji europejskiej, w efekcie okazuje się czysto konsumpcyjną, pustą rozrywką.

Bohaterów spektaklu Katarzyny Łęckiej, bowiem nie jest to klasyczne czytanie „z kartek przy stoliku”, poznajemy w ich „naturalnym środowisku”, miejscu nieodłącznie kojarzącym się z amatorami podróży – na polu namiotowym. Gdy zajmujemy miejsca na widowni, aktorzy już są na scenie, lecz na pierwszy rzut oka niewidoczni. Zamknięci w niewielkich namiotach, delikatnie oświetlonych turystycznymi lampkami, nieruchomi, samotni. Ich obecność zdradzają jedynie majaczące na ściankach cienie. W tle słychać wywołująca na plecach ciarki muzykę (Iza Szoszkiewicz), tajemniczą, niepokojącą. Tył sceny jest ekranem, na którym w zbliżeniu będziemy obserwowali twarze bohaterów, kolejno opowiadających nam doświadczenia z odbytych podróży. Katarzyna Łęcka do współpracy zaprosiła młodych, zdolnych aktorów: Karolinę Bacię, Martynę Dudek, Justynę Kowalską, Michała Karczewskiego, Macieja Łagodzińskiego i Piotra Tołoczkę. Aktorów z pokolenia Z. Pokolenia, dla którego nowe technologie zdają się być wyssane z mlekiem matki, a potrzeba dostarczania ciągle nowych wrażeń, eksperymentowania zdaje się być dominująca. Amatorzy podróży u Łęckiej wygłaszają monologi ze wzrokiem wbitym w ekrany telefonów komórkowych i komputerów, choć domyślamy się, że z tych urządzeń aktorzy czytają tekst dramatu, nie zmienia to faktu, że efekt jest piorunujący. Bohaterowie zdają się być totalnie zamknięci na świat zewnętrzny, pogrążeni jedynie w swoich własnych myślach, wirtualnej rzeczywistości, zdają się być wyzbyci naturalnych spontanicznych odruchów, puści. Emocje można dostrzec jedynie w zbliżeniach, rejestrowane czujnym okiem kamery podążającym za kolejnymi postaciami dramatu, śledzącym każdy gest, grymas twarzy. „Smutki tropików” w inscenizacji Katarzyny Łęckiej są krytyką współczesnego podłączonego do sieci świata. Świata, w którym budujemy swój wizerunek nie przez zbieranie doświadczeń, autentyczne przeżywanie tego co dzieje się wokół, poznawanie drugiego człowieka, ale świata, w którym życie upubliczniamy w mediach społecznościowych, kreujemy wrzucając tysiące zdjęć z podróży i nic nieznaczących informacji.

Świetne :)